Menu

Trójmiejskie opowieści przeróżnej treści

Westerplatte

redmysza1

W dniu 31 października 1925 r Polska otrzymała Westerplatte w wieczystą dzierżawę .

Westerplatte_maps_1

                            mapka z "Wikipedii"


"Kto ma Westerplatte, ten panuje nad wejściem do portu gdańskiego"
Wcześniej, przez wiele wieków, taką rolę pełniła Twierdza Wisłoujście.
Władze polskie doskonale o tym wiedziały.
Ale cofnijmy się nieco w czasie.....
11 I 1919 na stanowisko generalnego delegata Ministerstwa Aprowizacji w Gdańsku (jednocześnie był on delegatem rządu polskiego w Gdańsku) został powołany Mieczysław Jałowiecki.Miał nadzorować przeładunek towarów przychodzących do portu Wolnego Miasta Gdańska drogą morską, jako pomoc Amerykanów dla Polski, która właśnie odzyskała niepodległość.Przez Gdańsk do Polski trafiały towary spożywcze (zboże, tłuszcze, cukier, mleko kondensowane, łosoś konserwowy, ser, kakao, pieprz, saletra, herbata, kawa), tkaniny i odzież. Do Polski trafiło około 350 tysięcy ton żywności.
Mieczysław Jałowiecki , przebywając wówczas w naszym mieście, zauważył, że niepewni jutra Niemcy zaczęli wyprzedawać swoje nieruchomości.Jak napisał w swoich wspomnieniach, ceny spadały tak, że można było "wziąć Gdańsk gołymi rękami". Zauważył w tym szansę utrwalenia pozycji Polski w Gdańsku. Czas naglił, bo pojawiać się zaczęli agenci londyńscy, a także i bolszewiccy, zainteresowani terenami u wejścia do portu.
Udał się po dyspozycje do Warszawy, gdzie usłyszał od ministra Minkiewicza, że pomysł zakupu jest świetny, ale niestety brak funduszy i dobrze by było gdyby postarał się o nie na własną rękę, a potem otrzyma ich zwrot.
Jałowiecki, jako człowiek niebywale obrotny, taką pożyczkę w mig załatwił w poznańskim Banku Związku Spółek Zarobkowych.
Po powrocie do Gdańska natychmiast przystąpił do działania.
W krótkim czasie nabyto znaczna ilość obiektów przy ujściu Wisły, składy koło W
eischsel Bahnhof, stocznię położoną w rozwidleniu Wisły z Motławą,Polski Hak, kilka starych spichlerzy vis a vis Żurawia, no i to co najważniejsze czyli teren Westerplatte.
Nie było to takie proste, bo właściciel chciał sprzedać teren jedynie w ręce niemieckie. Znaleziono wobec tego Kaszuba o niemieckim nazwisku, który za dość pokaźną opłatę, zgodził się zawrzeć transakcję na swoje imię. Po kilku dniach odsprzedał swój nabytek panu Jałowieckiemu.
Mógł on nazajutrz wysłać zaszyfrowany telegram do Komendanta Piłsudskiego, Premiera Paderewskiego i ministra Minkiewicza, donosząc o tym radosnym fakcie.
Jak pisze w swoich wspomnieniach- miał olbrzymią satysfakcję, że nie zmarnował czasu i pozostawił po sobie znaczny dobytek Państwu Polskiemu.

Tak więc, gdy 14 marca 1924 roku Rada Ligi Narodów przyznała Polsce półwysep Westerplatte jako miejsce, gdzie miała powstać składnica tranzytowa, de facto był on już w polskich rękach od prawie pięciu lat( !!!)

W październiku 1925 r., Rada Portu i Dróg Wodnych podjęła decyzję w sprawie określenia granicy polskiej składnicy na Westerplatte. Przebiegała ona wzdłuż kanału portowego, (bez nabrzeża, które było pod kontrolą Rady Portu i Dróg Wodnych w Gdańsku), do nasady wschodniego mola wejściowego do portu gdańskiego. Stąd dalej wzdłuż plaży Zatoki Gdańskiej i przecinała nasadę półwyspu na wysokości Zakrętu Pięciu Gwizdków. Teren w powyższych granicach liczył 60 ha powierzchni i miał 3,5 km obwodu.

Polska otrzymała Westerplatte w wieczystą dzierżawę w dniu 31 października 1925 r.

Westerplatte zaczęło się rozbudowywać i zbroić.....................

jaowiecki

P.S. Gorąco polecam książkę Mieczysława Jałowieckiego "Na skraju imperium i inne wspomnienia", a zwłaszcza jej środkową część mówiącą o pobycie autora w naszym mieście. Została wznowiona w 2013 roku w wydawnictwie "Czytelnik". Naprawdę warto ją przeczytać.

Imieniny Archaniołów

redmysza1

Dlaczego o aniołach na przewodnickim blogu ? Ano choćby dlatego, że nieustannie zachwyca mnie obraz Archanioła Michała na odwrociu "Sądu Ostatecznego" Hansa Memlinga i jego rzeźbiarska wersja autorstwa Kamila Drapikowskiego. Wystarczy ?

Wystarczy !!!  :)  No, to, Przejdźmy do tematu.

Archaniołowie to ci, którym Bóg powierzył specjalne misje wobec ludzi. Archaniołowie nigdy nie byli ludźmi, jednak zaliczani są do świętych. W początkach chrześcijaństwa  oddawano cześć aż siedmiu Archaniołom, wymienianym w apokryfach. Nosili oni następujące imiona
Michał, Gabriel, Rafał, Uriel, Symiel, Orifiel i Zachariel.
Jednak synody w Laodycei (361 r.) i w Rzymie (492 r. i 745 r.) zezwoliły, by otoczyć kultem liturgicznym tylko św. Michała, św. Gabriela i św. Rafała, ponieważ tylko o tych Archaniołach mamy wyraźne świadectwo w Piśmie Świętym.
Parę słów na temat tych trzech "uznanych" ;)

2arch                                                       ilustracja ze strony "Droga Ikony" na dole podaję link do artykułu :)

Imiona Archaniołów wskazują na ich powiązanie z Bogiem. Określają również istotę misji pełnionej przez nich z woli Bożej. Michał - z hebrajskiego Mika´el znaczy - "któż jak Bóg" (tzn. któż może równać się z Bogiem?). Imię Gabriel - z hebrajskiego Geber´el - składa się z dwóch wyrazów: geber - silny oraz el - Pan Bóg. Imię to tłumaczone jest wiec jako "mąż Boży", "wojownik Boży". Rafał to również imię pochodzenia hebrajskiego Rapha´el i oznacza "Bóg uzdrawia", "Bóg uleczył".

sd_odwrocia

                                                            odwrocie "Sądu Ostatecznego" Hansa Memlinga


Pierwsze miejsce wśród Archaniołów ma Michał. Według tradycji chrześcijańskiej i żydowskiej, kiedy Lucyfer zbuntował się przeciwko Bogu i skłonił do buntu część aniołów, wówczas św. Michał miał wystąpić jako pierwszy przeciwko niemu z okrzykiem "któż jak Bóg!". Na kartach Pisma Świętego - Starego i Nowego Testamentu - wymieniany jest pięciokrotnie, w Księdze Daniela nazwany jest "jednym z przedniejszych książąt nieba" (Dn 13, 21) oraz obrońcą ludu izraelskiego (Dn 12, 1). Św. Jan w Apokalipsie określa go jako stojącego na czele duchów niebieskich i walczącego z szatanem (Ap 12, 7), św. Juda Apostoł twierdzi, że właśnie św. Michałowi zostało zlecone, aby strzegł ciała Mojżesza po jego śmierci. Mówi o nim również św. Paweł Apostoł (1 Tes 4, 16). Stary Testament przypomina, że imię Michała nosili także ludzie (por. Lb 13, 14; 1 Krn 5, 13, 2 Krn 21, 24; Ezd 8, 9). Św. Michał pojawia się w piśmiennictwie wczesnochrześcijańskim. Uchodzi tam za księcia aniołów, Archanioła, któremu Bóg powierzył zadania wymagające szczególnej siły. Wstawia się za ludźmi u Boga, stoi przy umierających, a potem towarzyszy duszom w drodze do nieba. Z tego tytułu jest on patronem kaplic cmentarnych, a w XII w. przedstawiany jest z wagami do odmierzania dobrych uczynków.
Archanioł Michał jest patronem złotników i rytowników, żołnierzy, aptekarzy, krawców, szklarzy, malarzy, piekarzy, tokarzy, kupców, konstruktorów wag, pracowników banków, wzywany jest także w przypadku błyskawic i niepogody. Jest również patronem umierających i ich orędownikiem na Sądzie. Dlatego Kościół wzywa go na pomoc w pieśni: Książę niebieski, święty Michale, / Ty sprawy ludzkie kładziesz na szale! / W dzień sądu Boga na trybunale / Bądź mi Patronem, święty Michale,/ Za Protektora bądź i Patrona,/ Niech mnie wspomoże Twoja obrona, / Uśmierz czartowską zuchwałość srogą, / Bądź Przewodnikiem, bądź mi i Drogą.
 Przedstawia się go jako rycerza z mieczem we wzniesionej prawej ręce, w zbroi, z oszczepem, z pokonanym i związanym szatanem w postaci smoka u stóp, na tarczy napis łaciński: Quis ut Deus - "Któż jak Bóg".
 Imię Gabriel w Starym Testamencie występuje dwa razy. Raz tłumaczy prorokowi Danielowi sens wizji o baranie i koźle (Dn 8, 13-26), za drugim razem wyjaśnia Danielowi przepowiednię Jeremiasza o 70 tygodniach-latach (Dn 8, 13--26; 29,10; Jr 25, 11n).
W Nowym Testamencie Gabriel uważany jest za szczególnego opiekuna Świętej Rodziny. Najpierw powiadomił Zachariasza o narodzinach Jana Chrzciciela, potem zwiastował Najświętszej Maryi Pannie narodzenie Pana Jezusa. Wydarzenia te opisał św. Łukasz (Łk 1, 1-80). To Gabryiel pojawił się również w snach św. Józefa, powiadamiając go najpierw o macierzyństwie Maryi, potem ostrzegając przed Herodem (Mt 2, 13) i wreszcie nakazując mu wrócić do Nazaretu (Mt 2, 19--20). Zapewne św. Gabriel był obecny przy zmartwychwstaniu Pana Jezusa (Mt 28, 5-6) oraz przy Jego wniebowstąpieniu (Dz 1, 10).
 Papież Pius XIl w 1951 r. ogłosił Archanioła Gabriela patronem telegrafu, telefonu, radia i telewizji. Jest również patronem doręczycieli i urzędników pocztowych, posłańców, kolekcjonerów znaczków pocztowych, łącznościowców i korespondentów prasowych. Najczęściej przedstawiany jest jako młodzieniec w białych szatach, ze skrzydłami, w scenie Zwiastowania.
Archanioł Rafał znany jest przede wszystkim z Księgi Tobiasza, w której czytamy, jaką opieką otoczył Tobiasza w czasie podróży do Persji, a po powrocie do domu wyjawił Tobiaszowi i jego ojcu, kim jest: "Ja jestem Rafał, jeden z siedmiu aniołów, którzy stoją w pogotowiu i wchodzą przed majestat Pański" (Tb 12, 15).
 Archanioł Rafał czczony jest jako patron chorych, pielgrzymów i podróżnych oraz aptekarzy, górników, dekarzy, marynarzy, emigrantów, wzywany w przypadku choroby oczu i zarazy. Pod koniec średniowiecza zaczęto uważać Rafała za opiekuna podróżnych. Jest przedstawiany najczęściej jako Anioł Stróż czuwający nad krokami ludzi. Prośmy Boga, aby Ten, który z podziwu godną mądrością wyznacza obowiązki aniołom i ludziom, sprawił łaskawie, aby na ziemi strzegli naszego życia aniołowie, którzy w niebie zawsze pełnią służbą przed Nim

13903213_1067138203334310_311057053945274232_n

korzystałam z artykułu, który napisała pani Justyna Wołoszka w tygodniku katolickim "Niedziela" Treści nieco skróciłam, zostawiając to co najistotniejsze. Cały tekst tutaj :

http://m.niedziela.pl/artykul/8081/nd/Swieci-Archaniolowie

warto też przeczytać na ten sam temat : http://www.drogaikony.org.pl/2013/09/ikony-swietych-archanioow-michaa.html


a na ostatnim zdjęciu oczywiście Archanioł Michał - dzieło Kamila Drapikowskiego, inspirowane "Sądem Ostatecznym" Hansa Memlinga, znajdujące się obecnie w kościele p.w."Bożego Ciała", na gdańskiej Morenie ( Piecki Migowo),  w górnym kościele

 

Spełni się ostatnia wola Admirała

redmysza1

unrug3

                                                                               zdjęcie z Wikipedii

O admirale Józefie Unrugu pisałam w październiku ubiegłego roku z okazji kolejnej rocznicy jego urodzin

http://gdansksopotgdynia.blox.pl/2015/10/Ten-ktory-jezyka-niemieckiego-zapomnial-1.html

Dzisiaj w gdańskiej Panoramie, w TVP3 Gdańsk, podano, że w Dniu święta Marynarki Wojennej , w czerwcu 2018 roku na Cmentarzu MW na gdyńskim Oksywiu zostaną złożone prochy admirała Józefa Unruga ( od 1973 roku spoczywa on w Lailly-en-Val we Francji).

Po śmierci Admirała,wykonawcą testamentu został jego syn - Horacy.

 Admirał Józef Unrug w swoim testamencie zastrzegł, że jego prochy mogą wrócić do Polski tyko wtedy - gdy godny pogrzeb znajdą szczątki trzech zamordowanych przez wojskową bezpiekę komandorów, jego najlepszych oficerów- oskarżonych, skazanych i straconych w tzw procesie "spisku komandorów" w 1952 roku.

Zamordowanych skazano dodatkowo na zapomnienie, grzebiąc ich w tajemnicy, w nieznanym miejscu.
Po latach starań rodzin zamordowanych, przez reżim komunistyczny,   rozpoczęto ekshumację szczątków ofiar bezpieki pogrzebanych na tzw. łączce na Powązkach.

Wśród wielu ofiar udało się zidentyfikować te tak ważne trzy osoby:

-Kmdr.por. MW Zbigniewa Przybyszewskiego rozstrzelanego w więzieniu mokotowskim 16.12.1952 (w wieku lat 45)

-Kmdr MW Jerzego Staniewicza rozstrzelanego w więzieniu mokotowskim 12.12.1952 ( w wieku lat 49)

-Kmdr MW Stanisława Mieszkowskiego rozstrzelanego w więzieniu mokotowskim 16.12.1952 ( w wieku lat 49)


Ś.p. Horacy Unrug nie doczekał chwili, kiedy zidentyfikuje się ofiary,  zmarł w swoim domu w Montresor, we Francji( 22.10.2012 roku)

 

Jednak woli admirała i jego syna stanie się zadość. Prochy admirała Józefa Unruga wrócą do Gdyni.  Prochy jego i  wiernych mu oficerów, obrońców Helu,po wielu latach, spoczną razem na  oksywskim cmentarzu.

O tym, jak zginął najsłynniejszy rycerz II Rzeczypospolitej

redmysza1

Ona płynęła do Gdyni na transatlantyku "Chrobry"...... On chciał, na powitanie, pomachać jej z samolotu....... Niestety.... skończyło się to tragicznie.....
O godzinie 14:14 , 16 lipca 1936 roku samolot RWD9 runął do morza na wysokości mola w Orłowie.
..........................
Tak zakończył swe życie prezes Zarządu Głównego Ligi Morskiej i Kolonialnej - Gustaw Orlicz-Dreszer , postać bardzo barwna i ciekawa w dziejach przedwojennej Polski.
Bardzo ciekawy artykuł na jego temat tutaj:
http://www.jpilsudski.org/artykuly-personalia-biogramy/generalicja-oficerowie-zolnierze/item/1808-gustaw-orlicz-dreszer-rycerz-nad-rycerzami

 
dreszer
 
Wydarzenia, jakie towarzyszyły jego uroczystemu pogrzebowi ( gdyby nie smutna ich przyczyna) są ciekawym tematem anegdotycznym. Muszę się przyznać, że często opowiadam tę historię będąc z turystami w Orłowie lub na Oksywiu.
A o co chodzi ?Ja przeczytałam kiedyś o tym w "Jantarowych Szlakach" (niestety autora artykułu nie pamiętam).
Dokładny opis w książce Borysa Karnickiego " Marynarski worek wspomnień ( polecam książkę).
W skrócie było to tak :
"Generała Gustawa Orlicz-Dreszera pochowano - nie bez przeszkód - na Cmentarzu Marynarki Wojennej w Gdyni. Proboszcz kościoła na Oksywiu sprzeciwił się wystawianiu trumny generała w kościele, gdyż w jego oczach jako rozwodnik był grzesznikiem. Na nic zdały się mediacje kapelana Marynarki Wojennej kmdr ppor ks Władysława Miegonia - proboszcz pozostał nieugięty i zapowiedział, że drzwi kościoła nie otworzy. Gdy ks Miegoń przekazywał tę informację oficerom marynarki zasugerował, że gdyby proboszcz nie miał czego otwierać i zamykać, problemu by nie było... Oficerowie w lot zrozumieli swego kapelana. W dniu pogrzebu pod kościół podjechała ciężarówka z marynarzami, którzy wymontowali drzwi do kościoła. Oddali je dopiero po uroczystościach pogrzebowych Orlicz-Dreszera."
 
Zacytowałam fragment artykułu Michała Lipki z trojmiasto.pl. Link do całego artykułu tutaj :

http://m.trojmiasto.pl/news/General-zginal-w-wodach-Baltyku-n50370.html

i jeszcze link do archiwalnych zdjęć filmowych z pogrzebu:
http://www.youtube.com/watch?v=CuyOTPVEx4I
 i jeszcze jeden link :    http://historia.trojmiasto.pl/Ostatni-lot-generala-n103685.html

Leopold von Winter- Honorowy Obywatel Miasta Gdańska z 1890 roku

redmysza1

20 stycznia 2007 roku prof.wirt. Kasia ( czyli nasza znakomita koleżanka przewodniczka Katarzyna Czaykowska) zamieściła na stronie Akademii Rzygaczy ( www.rzygacz.webd.pl) wspomnienie o człowieku którego zaliczyła do Galerii Wielkich Zapomnianych.
Ten "wielki zapomniany" 126 lat temu został nagrodzony tytułem Honorowego Obywatela Miasta Gdańska.
Ale też i jego zasługi dla naszego miasta były olbrzymie.
Tu pozwalam sobie na dokładne zacytowanie w/w artykułu Kasi

leopld

Leopold von Winter
 
1823-1893
 
Stara fotografia ukazuje pana z tzw. „wysokim czołem” i dość słusznym wąsem (pewnie co wieczór zakładał nań bindę). Pan założył prawą dłoń za połę surduta, niczym Napoleon.
 Wygląda na tym wyblakłym zdjęciu niczym urzędnik lokalnego urzędu, może jakiś referent. Nie tak sobie wyobrażałam Nadburmistrza Gdańska.
 Urodził się w Świeciu, w dniu 23 stycznia 1823 roku.
 Świecie XIX wieku przeżywało rewolucję, bowiem nie dość, że niedawno zostało siedzibą utworzonego parę lat wcześniej powiatu, to jeszcze początek wieku to czas organizacji „przenosin” miasta. Nastąpiło to po jednej z dużych powodzi, i aby uniknąć zniszczeń w przyszłości, translokowano miasto na lewy brzeg Wdy. Cała akcja trwała do końca 1885 roku.
 W tym czasie w rodzinie ewangelickiego superintendenta też dokonała się, rewolucja, bo Leopold zdążył dorosnąć, ruszyć w „świat” i zrobić karierę.
 Ukończył gimnazjum w Bydgoszczy, potem po studiach prawniczych i ekonomicznych w Berlinie został wysłany do pracy w administracji państwowej. Można było o nim usłyszeć w Kwidzynie, Malborku no i w Gdańsku.

W roku 1850 zastajemy go na stanowisku landrata powiatu Lebus, koło Frankfurtu nad Odrą.
 Zaś w 1859 zostaje radcą w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych w Berlinie a także komisarycznym prezydentem policji. Jego liberalne poglądy musiały jednak być zbyt nowatorskie w oczach jego przełożonych skoro został przeniesiony (co było swoistym zesłaniem) na stanowisko prezydenta rejencji w Sigmaringen, położonej w Baden-Württemberg na południu Niemiec.
 8 grudnia 1862 roku powołany został na stanowisko nadburmistrza Gdańska. I był to pierwszy „obcy” na tym stanowisku.
 Urzędowanie rozpoczął od nowego roku, 6 stycznia 1863 r., (4 dni przed uruchomieniem metra w Londynie, 5 dni po zniesieniu niewolnictwa w Stanach Zjednoczonych, i na 16 dni przed wybuchem powstania styczniowego).
 Leopold zjechał do Gdańska i osiadł w nim na 27 pracowitych lat. Zamieszkał niedaleko Ratusza Głównego Miasta , bo przy ulicy Grosse Gerbergasse (Garbary) 5.
Patrząc na zdjęcie, trudno sobie wyobrazić, że Nadburmistrz miał niespożytą energię, i że był bardzo zdolny organizacyjnie. Czasem narzekamy dzisiaj, że aż nadto, bo to za jego rządów w mieście znikła większość przedproży. Czyli to, co nas tak by dzisiaj zachwycało.

Von Winter zaczął swoje urzędowanie od stanu sanitarnego w mieście. Zaledwie 32 lata przed jego przyjazdem, przez Gdańsk przetoczyła się cholera. Nadburmistrz zdawał sobie sprawę, że bez nowoczesnych wodociągów i systemu kanalizacji miasto stale będzie nawiedzane przez epidemie. Woda pitna dostarczana była do miasta albo z beczkowozów, albo pochodziła ze studni miejskich, dopływając tam systemem rur pamiętających czasy krzyżackie. Europa już zaczynała patrzeć na życie przez pryzmat sanitariatów, powstawały pierwsze sieci kanalizacyjne. Hamburg skanalizowany był już od roku 1843. Również estetyka miała wiele do powiedzenia, wszak wszechobecny smród nie wpływał pozytywnie na wizerunek Miasta.
W tym celu władze Miasta ściągnęły do Gdańska inżyniera budownictwa, Eduarda Friedricha Wiebe. Ten potomek mennonickich osadników, urodzony w Stalewie niedaleko Malborka, wykształcony w berlińskiej Akademii Budowlanej a także w Berlińskim Uniwersytecie był już znanym projektantem systemów kanalizacyjnych dla dużych miast niemieckich (m.in. dla Berlina).
Już w czerwcu 1863 przedstawił władzom miejskim projekt urządzeń wodno-kanalizacyjnych dla części centralnej Gdańska. Przygotował też projekt pola irygacyjnego na Stogach i plan osuszania terenów dla Dolnego Miasta.

W roku 1869 projekt ten został w końcu zaaprobowany i zlecony do wykonania firmie J. & A. Aird z Berlina. Inwestycja została przeprowadzona w latach 1869–1874. Był to system spławny, rozgałęziony, a jego punktem węzłowym była istniejąca do dziś przepompownia ścieków "Ołowianka".
 Jednocześnie wybudowane zostały pola irygacyjne, oraz ujęcie wody "Polanki" i ujęcie w Pręgowie. System ten – po kilku modernizacjach –funkcjonuje do dzisiaj.
Nadburmistrz nie poprzestał na tej inwestycji - dopiero się rozkręcał. W latach 1870-1879 zarządził położenie kamiennych chodników a także wybrukowanie wszystkich ulic. W latach 1865–1880 regulacji poddano ciągi komunikacyjne w mieście, wybudowano około 20 budynków szkolnych, poddano reorganizacji szkolnictwo podstawowe i średnie w Mieście. W roku 1872 otwarto Muzeum Miejskie, a wkrótce później także Muzeum Prowincjonalne (1880). W końcu lat 80-tych XIX wieku rozpoczęto też budowę Stoczni Schichaua. W roku 1864 została uruchomiona w Gdańsku komunikacja miejska – omnibusy, zaś tramwaje konne wprowadzono do miasta w roku 1873. Na Westerplatte utworzone zostało kąpielisko miejskie z uzdrowiskiem. Port został unowocześniony, zaś Wrzeszcz rozparcelowano pod zabudowę mieszkalną i usługi.

Jedno się von Winterowi jednak nie udało – otóż nie uzyskał zgody władz wojskowych na całkowitą rozbiórkę fortyfikacji nowożytnych i umocnień. To przekreśliło jego plany budowy nowoczesnego dworca kolejowego.
 Od roku 1873 był prezesem rady nadzorczej spółki akcyjnej powołanej przez Richarda Damme do budowy i eksploatacji linii kolejowej Malbork-Mława.
 Działał w licznych towarzystwach i radach muzealnych…
 1 lipca 1890 przeszedł na emeryturę. A 10 lipca tegoż roku przyznano mu honorowe obywatelstwo Miasta Gdańska.
Wycofawszy się z aktywnego życia, resztę swoich dni spędził niedaleko Świecia, w swoim majątku Gelenz (Jeleniec), gdzie zmarł 10 lipca 1893 roku.
 W roku 1904 wmurowano w fasadę domu przy Grosse Gerbergasse 5 tablicę upamiętniającą słynnego mieszkańca. Zresztą to nie była jedyna forma upamiętnienia tego, któremu Gdańsk tak wiele zawdzięcza. Targ Maślany nosił miano Winterplatz (Plac Wintera), co po II wojnie bezmyślnie przetłumaczono jako „Plac Zimowy”…
Dzisiaj nikt sobie nie zdaje sprawy komu zawdzięczamy bruk na ulicach, czy chodniki. Nawet się nie zastanawiamy nad tym, skąd mamy kanalizację. No chyba, że przychodzi nam płacić za ścieki, czy wodę…
 Leopold von Winter… Szkoda, że po wojnie nie pomyślano o ponownym jego upamiętnieniu na fasadzie domu przy ul. Garbary nr 5.
 
Opracowała: prof. wirt. Kasia

 20 stycznia 2007

 ( proponuję też przeczytanie tego co o nim pisze na swoim blogu :
https://czaykowska.wordpress.com/?s=leopold+von+winter&submit=Szukaj )

Tyle Katarzyna Czaykowska :) Mam nadzieję, że nie urwie mi głowy za skopiowanie tekstu ;) zrobiłam to by mi nie zaginął w natłoku linków i notatek ;)

24 stycznia 2015 roku zebraliśmy się we czwórkę ( głównie za sprawą naszej koleżanki przewodniczki Ewy Jaroszyńskiej) i opowiedzieliśmy chcącym nas posłuchać gdańszczanom, kto to był Leopold von Winter i czym się dla naszego miasta zasłużył.

Spacer robiliśmy pod tytułem "Winter im Winter"
(tu relacja z naszego spaceru http://www.ewa-tours.pl/news/131/n/41)
W spacerze uczestniczył również Prezydent Miasta Gdańska i obiecał, że zajmie się sprawą uhonorowania tak ważnej dla Gdańska postaci. Niestety, jak dotąd cisza.... Dobrze, że chociaż jeden z tramwajów nosi imię naszego burmistrza.
My ze swojej, przewodnickiej, strony staramy się bardzo popularyzować postać tego Wielkiego Zapomnianego.
Ewa Jaroszyńska poszła w tym temacie jeszcze dalej.
W poszukiwaniu śladów von Wintera w miejscu gdzie dokonał swego żywota, trafiła na Panią Basię,  o czym można przeczytać na jej blogu- http://www.ewa-tours.pl/news/131/n/48.
Gdańsk po drugiej wojnie światowej całkowicie zmienił swój charakter pod względem narodowościowym. Przybyli tu ludzie ze wschodu, z kresów, z centralnej Polski. Budowali (odbudowywali) go na nowo. Wszystko co "poniemieckie" było wrogie i miało pójść w niepamięć. Ale to przecież nie tak powinno być. Ludzie którzy mieszkali tu przed nami działali dla dobra "swojej małej ojczyzny" i to nie ważne jakiej byli narodowości. Ich zasługi powinny być doceniane.
Leopold von Winter to tylko jeden z wielu dawnych gdańskich obywateli, którzy niewątpliwie zasłużyli sobie na to by o nich pamiętać.

 

I jeszcze ciekawy artykuł pana Tadeusza T. Głuszko zamieszczony pierwotnie w "30 Dniach" 2/1999

https://www.gdansk.pl/historia/rury-von-wintera,a,133745?fbclid=IwAR2D6wFfniyqbHNbl33h4jR7_sclpTv2U7BZst53Nzyo_2jv2YADOGr5JNo
 

© Trójmiejskie opowieści przeróżnej treści
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci