Menu

Trójmiejskie opowieści przeróżnej treści

.....wojna z królem....

redmysza1

„Potkali się z nim [Winkelbruchem] hajducy w prawo [...]. Hetman [Zborowski] na hajduki, serca im dodawając, tylko samopięt [tj. hetman + 4 ludzi], z tymi co go pilnowali słudzy jego, jako naprzód z Maciejem Jezierskim, Marcinem Skarbieńskim, z Baptystą Kuki Włochem, a z giermkiem, który nosił znak hetmański, krzyknął, aby się ochotnie potkali, nie licząc wielkości nieprzyjaciół. Niemcy także uderzyli w bębny, machając proporcy, zatem strzelbę zaraz na hajduki wypuścili, którą w nich żadnej szkody nie uczynili, bo hajducy dym obaczywszy przypadli na kolana, potem się porwawszy a przybliżywszy do nich z rusznicami w onym gęstym tłumie a wielkim ludzie szkodę znaczną uczynili.....
i dalej
....„Piechota węgierska uderzyła z prawego skrzydła, ale przerażona hukiem armat, na ziemię popadała, żeby się od strzałów ochronić. Dowódca jej Michał Wadasy, przypomniał jej zaraz wstyd, jaki ją spotka, kiedy przed królem [Batorym] stanie, jeżeli nie zwycięży. Zerwała się tedy na nogi i w gęste szyki gdańszczan strzelając z rusznic, niemało ich zabiła. Nieprzyjaciel zmieszał się, wtedy węgierska piechota szybkim biegiem armaty zdobyła i pozabijawszy kanonierów, na nieprzyjaciela samego je obróciła. Nieprzyjaciel dotąd nieczynny, myśląc, że łatwo tak małą liczbę zgniecie, wpadł na Węgrów. Wadasy raniony w kolano, upadając zawołał na swoich, żeby rzuciwszy precz broń palną, mieczów dobyli. Dzielnie się sprawili, częścią włóczniami, częścią mieczami rąbiąc, częścią zręcznie między włócznie się wciskając tak, że piechoty nieprzyjacielskiej szyki połamane zostały.”....

Tak bitwę, w swojej książce( cytując wcześniejsze źródła) opisuje autor- Radosław Sikora. A tytuł książki- "Lubieszów 17 IV 1577"
Bitwia rozegrała się pod Lubieszowem, podczas wojny domowej z Gdańskiem po elekcji Stefana Batorego na króla Polski. Bitwa ta zasługuje na szczególną uwagę choćby z tego powodu, że dysproporcja sił, pomimo której wojska królewskie pokonały przeciwnika (dysproporcja ta wynosiła ok. 5:1 na korzyść gdańszczan). Przeciwko 14-tysięcznym gdańskim wojskom dowodzonym przez płk. Hansa Winkelbrucha z Kolonii, wspieranymi przez liczącą 30 okrętów eskadrę duńską , król polski wystawił armię złożoną z 2 000 żołnierzy, która (o dziwo!) rozbiła na wąskiej grobli na Jeziorze Lubieszewskim zaskoczonych gdańszczan. Armią królewską dowodził hetman nadworny Jan Zborowski.
 Tu należy dodać, że pod Lubieszowem rodziła się powoli przyszłą sława polskiej husarii. Ta, przekształcona przez Batorego, jazda starła się tam z niemieckimi lancknechtami, przełamując ich szyki w równie spektakularny sposób jak później czyniła to z wojskami Szwedów i Rosjan pod Kircholmem czy Kłuszynem. ciekawostką jest że, w Bitwie przeszedł swój chrzest bojowy 30-letni porucznik husarii Stanisław Żółkiewski.

batory                      Stefan Batory wg. Hermana Hana w prezbiterium                   Archikatedry Oliwskiej ( w tle płonący oliwski klasztor)


A wszystko zaczęło się od tego, że po bezpotomnej śmierci( 1572) ostatniego z  Jagiellonów- Zygmunta Augusta i po ucieczce, wybranego w wyniku elekcji,Henryka Walezego, w wyniku następnej wolnej elekcji (1575) stronnictwo szlacheckie obrało na króla Polski Annę Jagiellonkę (siostrę Zygmunta Augusta). Przy okazji "przydano jej za małżonka" Stefana Batorego, księcia siedmiogrodzkiego, króry podczas elekcji 1575 roku był kanadydatem do tronu polskiego, wraz z cesarzem Maksymilianem i carem Iwanem Groźnym.
Wybierając Annę Jagiellonkę i "przydając" jej jako męża Batorego, wyeliminowano w ten sposób pozostałych kandydatów. Szlachta widziała w nich zagrożenie dla wolności religijnej i politycznej.Zaś Batory miał dobre układy z Turkami i sądzono, że w ten sposób zapobiegnie się nieporządanym konfliktom z silnym państwem tureckim ( w tym czasie rządził tam sułtan Murad III- wnuk Sulejmana Wspaniałego- patrz wyświetlany  w TV serial "Wspaniałe Stulecie"  ;)
Nowy król Stefan bardzo szybko dał się poznać jako doskonały wódz i organizator.
Jesienią 1576r. cała Rzeczpospolita uznawała króla Stefana Batorego, z wyjątkiem Gdańska, który wolałby cesarza Maksymiliana ( liczono na zniesienie Statutów Karnkowskiego). Gdańsk jako największe, najbogatsze, miasto Rzeczypospolitej, jako jej "perła w koronie" ( jeszcze dzięki przywilejom Kazimierza J. z 1457r), mający najlepsze umocnienia obronne, fundusze na armię zaciężną, chciał dyktować warunki.
Monarcha zajął twarde stanowisko,ogłaszając 24 IX 1576 banicję i blokadę handlową miasta.Odcięto dowozy jakichkolwiek towarów do miasta zaś spław wiślany kierowano do Elbląga. Gdańsk zaczął szykować się do wojny. Rozbudowywano fortyfikacje, prowadzono zaciąg żołnierzy.Jednocześnie próbowano prowadzić pertraktacje Nawet śmierć cesarza Maksymiliana nie spowodowała zmiany sytuacji. Doszło do tego, że król Batory  uwięził posłów gdańskich: Konstantego Ferbera i Jerzego Rosenberga.

BITWA_1                17 kwietnia 1577 roku nad Jeziorem Lubiszewskim (w okolicach Tczewa)

W końcu , na początku kwietnia 1577 wojska królewskie ruszyły pod Gdańsk. 
Do bitwy doszło 17 kwietnia 1577 roku nad Jeziorem Lubiszewskim (w okolicach Tczewa). Wojska gdańskie , pomimo przewagi liczebnej, poniosły druzgocącą klęskę. O dziwo, król nie przystąpił do oblężenia miasta i Gdańsk, korzystając z tej okazji, przystapił do przygotowań do obrony , przed spodziewanym następnym atakiem.
Oblężenie Gdańska rozpoczęło się w czerwcu 1577 roku. Krół Stefan Batory przybył pod Gdańsk i osobiście objął komendę nad wojskami.Dwukrotnie podejmowano próby zdobycia Twierdzy Wisłoujście, ale bezskutecznie. Gdańsk bronił się dzielnie, stawiając twardu opór, w wrześniu przechodząc nawet do ofensywy.
w 2. połowie września 1577 połączone floty gdańska i duńska podjęły próbę opanowania Elbląga, pod koniec września 1577 wojska gdańskie spaliły i splądrowały klasztor w Oliwie.
Ponieważ sytuacja stawała się "patowa" i przynosiła wszystkim straty ekonomiczne, w końcu, 12 grudnia 1577 roku zawarto ugodę.Gdańsk przeprosił króla, ten zatwierdził jego przywileje. Gdańsk zobowiązał się do wypłacenia monarsze 200 tysięcy zł polskich (w ratach w ciągu kolejnych 5 lat), a ten zniósł restrykcje handlowe.
Prawdę mówiąc, była to , jakby nie patrzeć, porażka władcy, miasto się nie ugięło i pokazało , że jest równorzędnym partnerem w polityce Rzeczypospolitej.
Zaś Gdańsk miał z tego jeszcze nauczkę- przekonał się, jak "miękim podbrzuszem" jest jego strona zachodnia ( pokazały to dobitnie  armaty ustawione na Biskupiej Górce i Grodzisku). Tuż po tej "awanturze" z królem mistrzowie z Niderlandów przystąpili do budowy obwałowań nowożytnych. Ale może o tym innym razem.....

 

....poróżniła nas, za jej Poli Raksy twarz, każdy by się zabić dał....….

redmysza1

” W tym kamiennym pierścieniu rozkwitało coś podobnego do wielkiej stokrotki; kreza biała, przejrzysta, drobno prążkowana, wypełniała prawie całe okienko, a jak w środku białej stokrotki połyska złota kulka, tak w tym okrągłym kołnierzyku świeciła główka złotowłosa, bramką z niebieskich wstążek przepasana, bijąca słonecznym blaskiem świeżej cery, wdzięku i figlarności, z ustami jak maliny, z oczami jak turkusiki.
Oczy te były ciekawie wpatrzone w pana Kazimierza. I miały na co patrzeć...."


tak autorka opisała bohaterkę swego, chyba najbardziej znanego dzieła.

panienkazokienkaMowa oczywiście o Jadwidze Łuszczewskiej, zwanej Deotymą i jej sensacyjno-przygodowo-historycznym romansiku zatytułowanym "Panienka z okienka"
Gdyby ktoś chciał poczytać sobie o autorce to bardzo proszę:


http://pisarki.wikia.com/wiki/Jadwiga_%C5%81uszczewska_(pseud._Deotyma)

Dwudziestoczteroletnia Deotyma, przebywając w Gdańsku, w jednej ze swoich licznych podróży( a było to w roku 1838 i była to podróż Wisłą do Gdańska, w towarzystwie rodziców), zamieszkiwała w apartamencie na 3 piętrze Domu Angielskiego, będącego wtedy hotelem. Pobyt w Gdańsku i okolicach był inspiracją do powstania ksiązki. Wydano ją w 1893 roku.

Jej bohaterka- Hedwiga Schultz vel Marysia Kalinowska, porwana w dzieciństwie, przez Turków z Dobrowoli nad Wartą, odbita z jasyru została wychowanicą bogatego bursztynnika gdańskiego Johana Schultza.Jak to w romansach bywa,roi się on od przygód, porwań, pogoni... Ale oczywiście kończy się happy endem- Hedwiga poślubia swego...ukochanego Kazimierza i oczywiście żyją długo i szczęśliwie.
 
Po wielu latach, nasza bohaterka, została  jednym z symboli naszego miasta.
Od 1 czerwca 2001 roku ukazuje się w owalnym oknie Nowego Domu Ławy przy Długim Targu. Jest to mechaniczna figura zaprojektowana przez rzeźbiarkę Ewę Topolan. Co roku wybiera się też, w specjalnym castingu, żywą "Panienkę z okienka", która uczestniczy w różnych uroczystościach miejskich.

polaDzisiaj natomiast swoje urodziny obchodzi Pola Raksa- ta , która stała się Hedwigą w filmowej adaptacji książki. Reżyserem była znowu Maria Kaniewska, kostiumy projektował sam Jan Marcin Szancer,w Lublinku pod Łodzią wybudowano dekoracje do złudzenia przypominające fragmenty starego XVII-wiecznego Gdańska.

Apolonia Raksa urodziła się , 14 kwietnia 19...( i tu pomińmy, po co jej wiek wypominać ;)  w Lidzie ( dzisiaj to Białoruś- tam urodził się też mój dziadek).

Po wojnie rodzina Raksów przeniosła się do Wrocławia , gdzie Pola ukończyła I LO. Jej uroda zwracała uwagę i reżyserka Maria Kaniewska zaproponowała jej rolę Wandzi w "Szatanie z siódmej klasy". To był jej debiut. Przerwała studia polonistyczne na Uniwersytecie Wrocławskim i ukończyła PWSFTviT w Łodzi.

"Panienkę z okienka" realizowano w 1964 roku. Ten film był tym, w którym debiutował Janusz Gajos- w roli Pietrka.

Ponownie spotkali się z Polą Raksą w serialu "Czterej Pancerni i pies" gdzie zagrali zakochaną w sobie parę- sanitariuszki i czołgisty- Marusi i Janka.
O Poli Raksie śpiewał zespół "Perfect" w swoim, chyba największym Przeboju- "Autobiografia".
Obecnie Pola Raksa nie pracuje jako aktorka. Zajmuje się natomiast różnymi formami plastyki (w tym również strojami)

Gdyby komuś było mało informacji to proszę bardzo :

http://film.wp.pl/kochanka-jej-meza-miala-wyladowac-w-domu-publicznym-pola-raksa-miala-doskonaly-powod-by-wycofac-sie-z-branzy-6111879725745793a.

....po ich szczątkach deptano przez 68 lat...

redmysza1

Jak trudno umierać
 Gdy - naście masz lat
 Dopiero się zrywasz do życia
 A tam za murami
 Zieleni się las
 
A zegar
 Tak szybko
 Odmierza Ci czas
 I tyle jest chwil
 Do przeżycia...


- to fragment ballady Andrzeja Kołakowskiego- działacza opozycji w czasach PRL, barda,poety,pedagoga.
Zaśpiewał ją dzisiaj na Cmentarzu Garnizonowym w Gdańsku, a była po temu okazja. I to bardzo ważna.

inka2
Kiedy we wrześniu ubiegłego roku, na tymże cmentarzu,podczas prac badawczych IPN, prowadzonych pod kierownictwem prof. Krzysztofa Szwagrzyka, znaleziono szczątki młodej kobiety z przestrzeloną czaszką, nie było pewności...... Trzeba było czekać aż pół roku na potwierdzenie.
 W końcu IPN ogłosił:TAK TO SZCZĄTKI "INKI".

28 sierpnia 1946 r., o godz. 6.15 w gdańskim więzieniu przy ul. Kurkowej 12, komunistyczni oprawcy zamordowali siedemnastoletnią sanitariuszkę 5 Brygady Wileńskiej AK Danutę Siedzikówną ps. „Inka”. Wraz z nią śmierć poniósł oficer wileńskiej AK ppor. Feliks Selmanowicz ps. Zagończyk”. Umierali z okrzykiem „Jeszcze Polska nie zginęła!” i „Niech żyje „Łupaszko”!”. „Inka” i  „Zagończyk” zostali zabici strzałem w głowę przez dowódcę plutonu egzekucyjnego, ppor. Franciszka Sawickiego, ponieważ strzały  z 10 pepesz plutonu mającego wykonać wyrok jedynie drasnęły dziewczynę i poraniły jej towarzysza niedoli, choć żołnierze strzelali z odległości trzech kroków. Wyrok śmierci był komunistyczną zbrodnią sądową, a zarazem aktem zemsty  i bezradności UB wobec niemożności rozbicia oddziałów mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”.
 „Inka” została  aresztowana w Gdańsku rankiem 20 lipca 1946 r. Po bestialskim śledztwie  3 sierpnia 1946 r. Wojskowy Sąd Rejonowy w Gdańsku skazał ją na śmierć. „Inka” nie uległa namowom obrońcy z urzędu i nie podpisała prośby o ułaskawienie; pismo podpisał jej obrońca. Bierut nie skorzystał z prawa łaski. W grypsie do sióstr Mikołajewskich z Gdańska, krótko przed śmiercią, napisała:
 "Jest mi smutno, że muszę umierać. Powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba".

Przez wiele lat nie wiadomo było gdzie ich pochowano. Mieli symboliczne groby właśnie na Cmentarzu Garnizonowym w Gdańsku.Okazało się, że te prawdziwe były oddalone o kilka metrów, pod chodnikiem, którym wędrowali ludzie chcący złożyć im hołd.

20150413_13.01.074Dzisiaj 13 kwietnia 2015 ro ku o godzinie 13.00 uroczyście odsłonieto tablice pamiątkowe, w miejscu gdzie spoczywali przez 68 lat.
Uroczystość zgromadziła bardzo liczne grono osób. Należałoby tu wymienić Prezesa IPN dr. Łukasza Kamińskiego, dyrektora oddziału IPN w Gdańsku Mirosława Golona, posła na Sejm RP Kazimierza Smolińskiego.
Byli również przedstawiciele rodzin "Inki" i "Zagończyka". Wśród nich Maciej Pawełek, który dziękował za tak wielkie zaangażowanie gdańszczan w sprawę ich Danusi.

Wśród osób zabierających głos była też prezes Komitetu Budowy Pomnika Żołnierzy Wyklętych radna MG Anna Stawicka-Kołakowska- najmłodsza więźniarka polityczna stanu wojennego( aresztowana i skazana jako 17-latka), od wielu lat , co roku, organizująca wraz z młodzieżą"Zaduszki Partyzanckie"
 Opowiadała tak:
"- Kiedy zadzwoniliśmy do gdańskiego kamieniarza i poprosiliśmy go o wykonanie takiej tablicy, zapytałam: ile będzie to kosztować? Odpowiedział: Proszę mi tego nie robić. Z własnej inicjatywy chcę ufundować tą tablicę. Proszę mi nie odbierać tej szansy – ja ją zrobię."
( co ciekawe- kamieniarz nazywa się Leon Czerwiński ;)
Po przemówieniach nastąpiła część artystyczna- wykonanie dwóch pieśni Andrzeja Kołakowskiego. Jedną z nich p.t. "Inka" wykonał autor osobiście, zaś drugą -"Nasza Golgota" chór SP 65( szkoły doskonale mi znanej bo uczniowie co miesiąc biorą udział w Gdańskich Miniaturach)
Na zakończenie, po modlitwie, której przewodniczył ks. Krzysztof Ławrukajtis, złożono wieńce i kwiaty.
Bardzo cieszy fakt, iż dr Łukasz Kamiński, prezes IPN," oficjalnie poinformował o tym, że państwowy pogrzeb "Inki" odbędzie się w Gdańsku.
Potwierdził również, że prace ekshumacyjne na cmentarzu Garnizonowym, prowadzone przez zespół prof. Krzysztofa Szwagrzyka, zostaną wznowione jeszcze w tym roku, gdyż wielu bohaterów naszej historii, ofiar reżimu komunistycznego, spoczywa wciąż w tym miejscu.
Ciekawe czyje jeszcze szczątki zostaną znalezione?
Tablica pamiatkowa to nie  jedyna forma uczczenia pamięci bohaterskiej sanitariuszki. 15 kwietnia imię Danuty Siedzikówny "Inki" otrzyma Zespół Szkół Handlowych w Sopocie. 

 

....gdańszczanin nauczycielem wieszcza narodowego....

redmysza1

Wszyscy, nawet ci najbardziej oporni na wiedzę, słyszeli o jednym z naszych wieszczów narodowych- Adamie Mickiewiczu. Wiadomo.... Zaosie koło Nowogródka, Uniwersytet Wileński, Filomaci i Filareci, Kolega Zan......itd.
Ale czy ktoś wie coś bliżej, jakich to, na tym Uniwersytecie, miał profesorów, jakie wzorce? Kto to był?
A jednym z nich, właśnie, był z urodzenia gdańszczanin- profesor języka greckiego i literatury greckiej i rzymskiej. Może to własnie od niego nasz Adaś usłyszał o gdańskiej złotej wódce- Goldwasser, co to ją potem diabeł toczył panu Twardowskiemu ? Może to właśnie on miał jakiś wpływ na słowa w naszej epopei narodowej "Pan Tadeusz"- ....miasto Gdańsk, niegdyś nasze, będzie znowu nasze?... wypowiedziane przez Sędziego Soplicę( oczywiście z kielichem Goldwassera w ręce).

Gotfryd_Ernest_Groddeck2

Dzisiaj mija 190 rocznica śmierci Gotfryda Ernesta Groddecka.
Myślę, że warto go wspomnieć :)
Groddeckowie wywodzili się ze Śląska Cieszyńskiego. Uszli stamtąd (AlbrechtI), pozostawiając swe dobra ziemskie,salwując się ucieczką przed prześladowaniami religijnymi. Gdańsk- miasto znane z tolerancji religijnej, stało się ich nowym miejscem na ziemi, ich małą ojczyzną.
Albrecht (II) Groddeck w 1662 roku uzyskał obywatelstwo gdańskie. Zajmował się handlem morskim, posiadał też dom handlowy. Po zakończeniu wojen szwedzkich założył spółkę okrętową, stając się właścicielem wielkiej firmy armatorskiej z dużą flotyllą.Jego statki docierały do Amsterdamu(głównie z e zbożem i drewnem), ale też i do Azji Mniejszej i na Daleki Wschód.
Jego własnością były, doskonale nam znane , spichlerze Wielki i Mały Groddeck, a także posiadłość na Oruni, gdzie gościł w 1698 roku król August II Mocny.Posiadali też nieruchomości w samym mieście. I tak na kamienicy Piwna 16 możemy znaleźć ich herb- pół koronowanego lwa z mieczem w łapie nad ukośnymi pasami. Znajduje się on też na prospekcie organów kościoła Bożego Ciała( to ten obok PKS, z amboną na zewnątrz). Do Groddecków należała też kaplica św. Anny w Bazylice Mariackiej.

HERB_R1Schedę po ojcu przejął następny Albrecht (III), kontynuując działalność i rozwijając ją.
Jego syn, Karl Groddeck, osiągnął jeszcze większe zaszczyty, bo stanowisko Burmistrza Miasta Gdańska w latach 1758-1774.W czasie wojny siedmioletniej fortyfikował i zbroił miasto. Miał też zasługi w rozwoju szkolnictwa.
To, że sam nie posiadał wykształcenia uniwersyteckiego, a mimo to piastował tak wysokie stanowisko, świadczy tylko o jego wysokich zdolnościach wrodzonych.To postać bardzo ciekawa i dobrze, że go upamiętniono nadając jego imię rondu na początku ul. Armii Krajowej.
Syn Karla- Beniamin, przejawiał zdolności naukowe. Urodzony w 1720 roku, w wieku 9 lat rozpoczął naukę w Gimnazjum Akademickim. Po czym studiował na uniwersytecie w Lipsku zgłębiając logikę, metafizykę i język hebrajski. Po uzupełnieniu swego wykształcenia w Amsterdamie i Lejdzie, osiadł najpierw w Wittenberdze, pracując tam na uniwersytecie. A w 1749 roku powrócił do Gdańska, gdzie do śmierci jako profesor języków orientalnych zajmował stanowisko profesora w swojej dawnej "alma mater"- Gimnazjum Akademickim.
Należał do grona profesorów, którzy starali się utrzymać jego poziom, pomimo powolnego upadku uczelni.
Po tym jak owdowiał, ożenił się po raz drugi i dopiero w wieku 42 lat doczekał się potomka, i to męskiego :)
I tu dochodzimy właśnie do głównego bohatera moich dzisiejszych wywodów.
GOTFRYD ERNST GRODDECK urodził się 17 listopada 1762 roku jako syn Beniamina i Beaty Konstancji Ehlert. Był dzieckiem wątłym i słabowitym, niektórzy twierdzili, że brzydkim.Ojca Beniamina, stracił w wieku lat 14tu.Właśnie kończył szkołę parafialną i chciał się uczyć dalej w gimnazjum. Matka, początkowo, obawiając się o jego zdrowie, nie chciała się zgodzić, ale w końcu uległa. Bardzo szybko zauważono wrodzone talenty nastolatka. Moze lotność umysłu była rekompensatą za ułomność fizyczną?
Szczególnym zainteresowaniem Gotfryda cieszyły się języki klasyczne i literatura grecka.
Następnym etapem jego edukacji był uniwersytet w Getyndze. Pojechał tam mając lat 20. Został uczniem Christiana Gottloba Heyne – niemieckiego badacza starożytności, filologa, historyka i archeologa.
Z jego polecenia został nauczycielem synów księcia Adama Kazimierza Czartoryskiego w Puławach.

Następnie edukował w Łańcucie kolejnego przedstawiciela polskich sfer wyższaych- Henryka Lubomirskiego. Z językiem polskim nie miał problemów, znał go jeszcze z czasów Gimnazjum Akademickiego.
Był doradcą księcia Czartoryskiego i innych polskich magnatów, którzy bardzo cenili sobie jego opinie w sprawach naukowych i kulturalnych.
Cały czas pracował naukowo, pisał artykuły, tłumaczenia, rozprawy.
U Czartoryskich znalazł też swoje prywatne szczęście- poślubił szlachciankę z ich dworu-Joannę d'Edling (ślub odbył się 19 marca 1789 we Włostowicach – obecnie dzielnica Puław),doczekali się kilkorga dzieci.
W roku 1804 , gdy miał lat 42, objął katedrę na Uniwersytecie Wileńskim. Stało się to dzięki protekcji jego ucznia księcia Adama Jerzego.

Adam_Jerzy_Czartoryski_with_sons1                                                                          Adam Jerzy Czartoryski z synami 

Kierował fakultetem literatury greckiej i rzymskiej. Pod jego pieczę oddano też bibliotekę uniwersytecką.
Opublikował pierwszy europejski syntetyczny podręcznik literatury greckiej- przyniosło mu to sławę w całym naukowym, europejskim świecie.
Był bardzo pracowity i sumienny, nade wszystko kochający kulturę antyczną i wszędzie gdzie mógł , z wielką swadą i zaangażowaniem, głosił jej piękno i doniosłość.
Ale nikt nie jest ideałem, podobno w obejściu był osobą despotyczną, szorstką, bezwzględną i nieustępliwą.
Był członkiem Królewskiego Towarzystwa Naukowego w Getyndze, należał do redakcji "Dziennika Wileńskiego" i był inicjatorem pierwszego polskiego seminarium filologicznego na uniwersytecie.
Co ciekawe, był też członkiem kilku lóż masońskich.
Często odwiedzał Puławy, Łańcut, ale też i Gdańsk.
W okresie jego profesury, studiowali u niego niektórzy filomaci, m.in. Adam Mickiewicz, Józef Jeżowski, Tomasz Zan, Jan Czeczot. Jego studentem był też m.in. Joachim Lelewel. Uczęszczając na seminaria mogli się przekonać o talentach oracyjnych, ale i też o apodyktyczności i surowych wymaganiach "Dziwaka rodem z Gdańska".
Gotfryd Ernst Groddeck zmarł 11 kwietnia 1825 roku na wsi, u córki,w Kijowcu w guberni mińskiej w posiadłości Łaskich. Miał 63 lata. Dzisiaj 190ta rocznica jego śmierci.

pisząc korzystałam z:

-Gedanopedia

- Poczet sołtysów, burmistrzów, nadburmistrzów, przewodniczących Miejskiej Rady Narodowej i prezydentów Gdańska od XIII do XXI wieku

-G. Danielewicz "Portrety dawnych Gdańszczan"

 

                                                                         

 

.....straszna kwietniowa noc 1829 roku...

redmysza1

Zima 1828/29 była bardzo surowa, z wielkimi mrozami i bardzo obfitymi opadami śniegu. Nic też dziwnego, że gdy w marcu przyszło nagłe ocieplenie, wody z topniejących zwałów śniegu i lodu gwałtownie ruszyły w kierunku rzek, których poziomy gwałtownie wzrosły. Poziom Wisły, którą kry ruszyły w dół, podniósł się nawet o 4 metry. Swoimi zasobami wody i lodu dzieliły się też hojnie obszar górnej Narwi i Wkry.
Gdańszczanie początkowo spokojnie podchodzili do tych niepokojących wieści, nawet do tej, że podobno zawalił się most w Toruniu. Do powodzi przywykli, liczyli na to, że co najwyżej, jak zwykle zaleje tereny rolne Żuław.
Ale nadeszła noc 8/9 kwietnia 1829 roku. Noc straszna... Nad Zatokę, z zachodu, nadciągnął bardzo silny wiatr, orkan rzec można. Prędkość wiatru dochodziła do 200 km/godzinę. Z całym impetem wody Bałtyku natarły na ujście Wisły i tu zderzyły się z żywiołem pędzącym w przeciwną stronę. Takiego ataku przeciwpowodziowe wały ochronne nie były w stanie przetrzymać. Nie wytrzymał tego też taki cud techniki jak Śluza Kamienna, budowana by zapobiegać właśnie tzw. cofce.. To było dla niej zbyt wiele, jej wrota zostały rozerwane i woda bez przeszkód ruszyła na miasto. Najpierw zalane zostało Dolne Miasto- było najniżej i najbliżej żywiołu. Woda ruszyła dalej i kiedy rajcy pod przewodnictwem burmistrza Joachima Weickhmanna radzili co robić, zalewała już dwa pierwsze stopnie schodów do ratusza.
Nie minęło zbyt wiele czasu i z wody na Długim Targu wystawała już tylko górna część cokołu, na którym stoi Neptun.Chyba tylko On  czuł się u siebie ;) Śródmieście położone nad brzegami Motławy i kanału Raduni zostało zalane aż po dachy domów, Dolne Miasto do wysokości drugiego piętra.
Wyspy Ołowianki spod wody nie było widać.Do dziś na narożniku spichlerza można zobaczyć na jakiej wysokości był poziom wody.powodz
Wieś Wisłoujście została zmieciona do morza, twierdza się oparła żywiołowi, ale i tam dziedziniec był zalany wodą na wysokość metra nad jego powierzchnię.
Wody ustąpiły dopiero 28 kwietnia.Straty, specjalna komisja, oszacowała na 2 miliony talarów. Prawie 35 tysiecy ludzi Gdańska i Żuław pozostało bez dachu nad głową. Ofiar w ludziach było około 30. Zarzucano władzom, że w porę nie przerwano wałów, by osłabić impet natarcia wody. Wiele lat trwał powrót do normalności...a przecież w międzyczasie była powódź 1840 i powstanie Wisły Śmiałej, powódż 1888roku...aż w końcu od 1895 ludność Żuław może spać spokojniej. Powstał sztuczny Przekop Wisły, jedno z najwiekszych przedsięwzięć XIX-wiecznej Europy. Parę dni temu była rocznica jego uruchomienia... Ale to już późniejsza historia...Wydarzyła się 66 lat po owej strasznej nocy. 

© Trójmiejskie opowieści przeróżnej treści
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci