Menu

Trójmiejskie opowieści przeróżnej treści

Adalbert Von Winkler vel Wojciech Kętrzyński

redmysza1

Resztki murów i baszty ogryzek,
i zamkowy , średniowieczny kościół,
co przytłacza szkarpę swym masywem,
niby olbrzym stumilową stopą.

Ułożony w bruki kamień polny,
wygładzony czyichś nóg pośpiechem.
Stuk rytmiczny odbija me kroki,
by na gruzach potknęły się echem.

Szukam domu w ciasnocie uliczek,
zawiniętych w gotycki cień wąski,
gdzie kadecik Adalbert von Winkler,
na wakacje przyjeżdżał do mutti.

W gruzów ciszy,bolesnej, tragicznej,
szukam domu,mieszczański był, zwykły,
w którym umarł Adalbert von Winkler,
a narodził się Wojciech Kętrzyński.

Taki wiersz deklamowałam kiedyś na szkolnej akademii, młodym dziewczęciem będąc. A było to w szkole mającej za patrona Wojciecha Kętrzyńskiego i znajdującej się w dawnym mieście Rastembork ( niem. Rastemburg), nazwanym po II wojnie światowej Kętrzynem.
Dzisiaj 180 rocznica urodzin Adalberta-Wojciecha.

Jak podaje Leksykon Kultury Warmii i Mazur ( http://leksykonkultury.ceik.eu/index.php/Wojciech_K%C4%99trzy%C5%84ski  - stamtąd kopiuję tekst, by mi gdzieś nie umknął):

Wojciech_Ktrzyski_1881zdjęcie z Wikipedii

Wojciech Kętrzyński urodził się w Giżycku, 11 lipca 1838 r., jako Adalbert von Winkler, syn Józefa Winklera, oficera pruskiego i Niemki Eleonory z domu Raabe, pochodzącej z Nowej Wsi pod Iławą. Ojciec wywodził się ze szlacheckiej rodziny, a nazwisko zawdzięczał miejscowości "Kętrzyno" w powiecie wejherowskim. Dziadkowi dopisano „von Winkler” do nazwiska, a ojciec Wojciecha Kętrzyńskiego zaczął używać już tylko samego dopisku.

W latach 1849-1853 (po śmierci ojca w 1846 r.) przebywał w Domu Sierot po Wojskowych w Poczdamie. W dwa lata, od 1853 do 1855, zrobił pięcioletni kurs progimnazjum w Lecu (Giżycko) a następnie Gimnazjum w Rastemborku (Kętrzyn). W 1859 r. zdał egzamin maturalny i 13 października tegoż roku rozpoczął studia historyczne na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Albertyna w Królewcu. Dzięki studiom historycznym poznał przeszłość własnego rodu. Przekonał się, że był on od wieków polski i szlachecki. W 1856 r. z listu od siostry dowiedział się też o swoim polskim pochodzeniu i dawnym nazwisku rodowym „Kętrzyński". Złożył wówczas wniosek do władz uniwersyteckich i urzędowo przeprowadził zmianę imienia i nazwiska z „Adalbert von Winkler ” na „Wojciech von Kętrzyński”. Pisał w 1861 r. : „Byłem zatem Polakiem już nie tylko z przekonania, ale i z nazwiska…

Kętrzyński brał udział w powstaniu styczniowym, przewożąc tajne dokumenty i broń. Został aresztowany 11 września 1663 r., za przewóz broni dla ks. Mariana Kwiatkowskiego, komendanta wojennego w Janowie pod Orzycem i osadzony w więzieniu, w Górnej Bramie w Olsztynie.
Olsztyński sąd uwolnił Kętrzyńskiego, ale został on ponownie aresztowany w październiku tegoż roku i osadzony w więzieniu Moabit w Berlinie. Tam, w trakcie „Polen Protzesu”, usłyszał początkowo zarzut zdrady stanu, potem został od tego zarzutu uniewinniony i w końcu w grudniu 1864 r. skazany na rok twierdzy kłodzkiej. Podczas mowy obrończej w czasie procesu berlińskiego powiedział: „Mój ojciec był Polakiem, moja matka jest Niemką (...) mimo to zawsze czułem się Polakiem, nawet wtedy, kiedy nie rozumiałem żadnego słowa po polsku.”[2]. W więzieniu przetłumaczył na łacinę swoją pracę doktorską „O wojnie, którą Bolesław Wielki stoczył z królem niemieckim Henrykiem w latach 1002-1005". Po wyjściu na wolność, udał się z powrotem do Królewca na uniwersytet, gdzie rozprawę obronił 12 grudnia 1865 r.

Mówi się, że Kętrzyński "wrócił Mazury Polsce, a Polskę Mazurom". W 1871 r. założył on tajne Towarzystwo Mazurskiej Inteligencji Ludowej, później przekształcone w Komitet Niesienia Pomocy Mazurom (1872), następnie zaś w Centralny Komitet dla Mazur, Śląska i Pomorza. Wspierał materialnie "Gazetę Lecką" oraz "Mazura". W wielu reportażach odsłaniał niebezpieczeństwo zniemczenia ludności mazurskiej, z jednej strony, a głębokie przywiązanie tejże do kultury i języka polskiego, z drugiej. Najbardziej głośne stały się jego "Szkice Prus Wschodnich", będące jakby kontynuacją wydrukowanej w 1872 r. broszury "O Mazurach", w której zwracał się o pomoc dla wynaradawianych Mazurów. Jego rozprawy naukowe dały nieomylne świadectwo naszych praw do Pomorza, Prus Zachodnich i Wschodnich, do Królewca.

Interesował się średniowiecznymi stosunkami polsko-niemieckimi, dziejami Zakonu Krzyżackiego i historią praojczyzny Słowian. Opublikował ponad dwieście dzieł, rozpraw i artykułów, z których najważniejsze dotyczą dziejów i etnografii Pomorza i Mazur, kwestii krzyżackiej,jak również wędrówek Słowian na terenach Europy Zachodniej. Wprowadził do nauk polskich problematykę prusko – mazurską. Jego prace poświęcone były bowiem zagadnieniom narodowości polskiej i polskim nazwom miejscowości Prus Zachodnich i Wschodnich oraz Pomorza. Poprzez poszukiwania w dokumentach ustalał on rodowody zgermanizowanych Mazurów i Kaszubów.

Opublikował ponad dwieście dzieł, rozpraw i artykułów, z których najważniejsze dotyczą dziejów i etnografii Pomorza i Mazur, kwestii krzyżackiej, jak również wędrówek Słowian na terenach Europy Zachodniej.[3]. W latach 1871-1873 zajmował się archiwaliami na Pomorzu, był to materiał do książki "O ludności polskiej w Prusiech niegdyś krzyżackich", którą opublikował w 1882 roku. Kętrzyński przeprowadził w niej dowody fałszowania dokumentów przez Krzyżaków, dzięki którym mogli oni tworzyć swoją państwowość na polskich ziemiach.

Ogromną pracę badawczą włożył w napisanie książki noszącej tytuł: "Nazwy miejscowe polskie Prus Zachodnich, Wschodnich i Pomorza wraz z ich przezwiskami niemieckimi". Po wojnie, po zmianie granic Polski, praca ta udowodniła zniemczenie bardzo wielu pierwotnych polskich nazw, była w niektórych wypadkach jedynym źródłem powrotu do autentycznego polskiego nazewnictwa geograficznego wspomnianych regionów, miejscowości i przywróciła ich dawne, prawdziwe brzmienie.

Władze pruskie odmawiały Kętrzyńskiemu zatrudnienia na terenach, gdzie mieszkali Polacy, pracował więc jako bibliotekarz w Kórniku, Brąchnówku, Nawrze i Wałczu. Z powodu trzykrotnego sprzeciwu władz austriackich nie otrzymał też profesury na Uniwersytecie Jagiellońskim. Ostatecznie od 1873 zaczął pracować w Zakładzie im. Ossolińskich we Lwowie najpierw jako sekretarz naukowy, od 1874 – jako kustosz i wreszcie od 1 listopada 1876 – jako dyrektor. Przez ponad 40 lat pracy w Zakładzie, Wojciech Kętrzyński przekształcił placówkę w znaczący ośrodek naukowy, zgromadził w nim wiele bezcennych rękopisów i starodruków. Niektóre z nich doczekały się opracowania jego autorstwa i zostały również wydane ( 1894 r.- pierwsza monografia Zakładu Narodowego im. Ossolińskich; 1881-1890 - trzytomowy "Katalog rękopisów biblioteki Zakładu Narodowego im. Ossolińskich" ). Dzięki staraniom Kętrzyńskiego Ossolineum uzyskało prawo do wydawania podręczników szkolnych.

Kętrzyński w swoim dorobku ma opracowanie ok. 70 tekstów dokumentów średniowiecznych, 128 dokumentów z lat 1105-1399 wydrukowanych w "Kodeksie dyplomatycznym klasztoru tynieckiego", trzy tomy - siedemset stron druku - Katalogu rękopisów "Ossolineum". Do najważniejszych prac naukowych Wojciecha Kętrzyńskiego należą publikacje, takie, jak: ”Nazwy miejscowe Prus Wschodnich, Zachodnich i Pomorza z przezwiskami niemieckimi”, ”O ludności polskiej w Prusiech niegdyś krzyżackich”, „O powołaniu Krzyżaków przez księcia Konrada”. Kętrzyński był członkiem wielu polskich i zagranicznych towarzystw naukowych, min. Towarzystwa Historyczno-Literackiego w Paryżu, Akademii Umiejętności w Krakowie, Towarzystwa Naukowego w Toruniu, Literarischen Gesellschaft Masovia w Giżycku. Współpracował z również wieloma czasopismami historycznymi w Polsce i zagranicą.

Kętrzyński był nie tylko historykiem, ale też poetą. Pisał wiersze, przez jakiś czas po niemiecku, ponieważ nauka języka ojczystego nie przychodziła mu łatwo. W tomiku pod znamiennym tytułem "Aus dem Liederbuch eines Germanisierten" ("Ze śpiewnika pewnego zniemczonego") opisywał przełom, jaki nastąpił w jego życiu po dostaniu pamiętnego listu od siostry. Zbiorek opublikowany w 1886 roku we Lwowie został prawie w całym nakładzie wykupiony i zniszczony przez zaborczą policję austriacką. Kiedy ukazał się ponownie w 1938 roku, już po śmierci autora, wydanie zniszczyli z kolei hitlerowscy okupanci. Pierwszym tłumaczem wierszy Kętrzyńskiego był Michał Kajka. On sam tłumaczył na niemiecki wiersze Mickiewicza, Ujejskiego i Pola. Współpracował z Oskarem Kolbergiem. To jemu przekazał zbiór pieśni mazurskich, uzupełniając zbiory Gustawa Gizewiusza. Podczas pisania „Potopu” Sienkiewicz korzystał z wiedzy Kętrzyńskiego.

Wojciech Kętrzyński zmarł 15 stycznia 1918 roku we Lwowie, nie doczekawszy odzyskania przez Polskę niepodległości. Część rodziny Kętrzyńskiego osiedliła się w Warszawie, a niektórzy z niej wyemigrowali do Kanady.
Został pochowany na cmentarzu Łyczakowskim, niedaleko grobu Marii Konopnickiej. W czasie okupacji Lwowa Sowieci, bezczeszczący cmentarz Łyczakowski, „zmietli” z powierzchni ziemi min. także jego grób. Rodacy miejsce to ustalili „na wyczucie”, ustawiono tam tablicę z napisem: „Wojciech Kętrzyński. 1838-1918. Wielki syn Narodu Polskiego. Pracą całego życia przybliżał zespolenie Mazur i Warmii z Macierzą. Społeczeństwo województwa olsztyńskiego".
Pamięć Wojciecha Kętrzyńskiego uczczono, nadając w 1946 mazurskiemu miastu Rastembork nazwę Kętrzyn.

200509_Ktrzyn_pomnik_Ktrzynskiego1pomnik w Kętrzynie- zdjęcie z Wikipedii


Nazwiskiem jego nazwano wiele ulic, nadano imiona szkołom (m.in. Szkole Podstawowej nr 2 w Szczytnie, Gimnazjum nr 3 i Liceum nr 1 w Kętrzynie) i instytucjom. Jedna z najważniejszych placówek badawczych i naukowych w Olsztynie - Ośrodek Badań Naukowych w założony w 1963 r. z dumą nosi imię Wojciecha Kętrzyńskiego. W latach 1969–1994 Kętrzyński był także patronem Centrum Szkolenia Specjalistów Artylerii i Radiotechniki w Bemowie Piskim przemianowanego w 1992 na Centrum Szkolenia Specjalistów Wojsk Rakietowych).

Nieco szczegółów można też znaleźć na stronie http://mojemazury.pl/22128,Jak-Adalbert-von-Winler-zostal-Wojciechem-Ketrzynskim.html

A z okazji "okrągłej" rocznicy urodzin w Kętrzynie odsłonięto "Ławeczkę Kętrzyńskiego ". W uroczystości brała udział jego prawnuczka
http://www.nmketrzyn.pl/2018/07/katarzyna-ketrzynska-dzieki-wam-lepiej-poznalam-mojego-pradziadka/

36892556_1794223357297758_549796577422606336_nzdjęcie z Instagramu- Informacja Turystyczna Kętrzyn

Jedna z najważniejszych inwestycji II RP

redmysza1

Kiedy, 1 marca 1933 roku, otwarto jej ostatni odcinek na trasie Karsznice- Inowrocław, stała się największym komunikacyjnym przedsięwzięciem międzywojennej Rzeczypospolitej.Dzisiaj śledzimy z zainteresowaniem i nadzieją postępy w budowie nowych autostrad , dworców i lotnisk w naszej ojczyźnie. Na tle innych krajów, nie wygląda to zbyt imponująco. Tamtą inwestycją, na dodatek budowaną pomimo ogólnoświatowego kryzysu, mogliśmy się chwalić w całej Europie.
Mowa oczywiście o Magistrali Węglowej, łączącej Górny Śląsk z najnowocześniejszym , nadbałtyckim portem- "polskim cudem nad zatoką", "miastem z morza i marzeń" czyli... Gdynią.
Zbudowanie jej dawało możliwości sprzedaży węgla do Skandynawii, co uniezależniało nas od dotychczasowego handlu z zachodnim sąsiadem.
Po I wojnie światowej głównym odbiorcą byli Niemcy, ale w 1925roku zakończyło się obowiązujące zwolnienie z cła towarów z Polski ( w tym węgla kamiennego z polskich kopalń na Śląsku). Niemcy wstrzymały import węgla od Polaków, na co nasz kraj odpowiedział podwyższeniem ceł na towary niemieckie. No i rozpoczęłą się, swego rodzaju, wojna celna.
Magistrala Węglowa stała się w niej narzędziem i rozwiązaniem problemu.
Przedsięwzięcie było przeogromne. Trasa łączyła wprawdzie najkrótszą drogą Katowice i Gdynię, ale , jakby nie patrzeć, mierzyła sobie 552 km, z czego 458 km trzeba było zbudować całkiem od podstaw. Jej przebieg łączył obszary wszystkich trzech zaborów, a nie w każdym kolejnictwo było na tym samym poziomie technicznym. Zdecydowanie najlepiej wyglądało to w dawnym zaborze pruskim.
Magistrala, w większości swojego przebiegu, była jednotorowa, ale budowano ją tak, by była też możliwość dołożenia drugiej nitki torów. Była nowocześnie wyposażona i w miarę jednolita technicznie na całej swej długości.
Budowę rozpoczęto w 1926 roku.
Jeżeli chodzi o przebieg to był on następujący - Katowice- Herby Nowe-Karsznice- Inowrocław-Bydgoszcz-Gdynia. Wykorzystane istniejące już wcześniej odcinki to Katowice- Herby i Inowrocław- Bydgoszcz(z1872r).
Prowadzona była po równym terenie, a co ciekawe największe wzniesienia pokonywała dopiero tuż przed Gdynią- na Kaszubach , wcale nie na południu Polski.
Zbudowano kilkanaście mostów i kilkadziesiąt wiaduktów żelbetonowych. Powstało 33 stacje kolejowe, budowane jako budynki wg jednego projektu.
Nie obyło się bez problemów. Należy tu wspomnieć o moście nad Brdą w Bydgoszczy.

 

800pxMagistrala_wglowa__most_2   zdjęcie z Wikipedii

Wprawdzie to nie najdłuższy most na trasie, ale budowany w bardzo trudnych warunkach terenowych. Były też problemy finansowe. Rok 1928 to rok światowego kryzysu gospodarczego. Jako, że PKP nie dysponowała wystarczającą iloscią środków finansowych, rząd Polski zwrócił się o pomoc do Francji. Powołano do życia Francusko-Polskie Towarzystwo Kolejowe i wspólnymi siłami kontynuowano prace.
Powstała inwestycja miała wielorakie znaczenie. Przede wszystkim gospodarcze, ale także integrowała Pomorze z Polską południową i centralną. Miała też znaczenie tranzytowe dla krajów południowej Europy.Militarnie zapewniała możliwość szybkiego transportu wojska, w razie jakiegoś zagrożenia polskich granic. Politycznie- uniezależniała polski transport od Rzeszy Niemieckiej.
Główne przewozy to oczywiście ładunki węgla ze śląskich kopalń.
Po II wojnie swiatowej jest to również jedna z najważniejszych tras kolejowych w naszym kraju. W latach 1965-1969 została zelektryfikowana.
Należało by tu jeszcze wspomnieć o jej projektancie.

In._Jzef_Nowkuskizdjęcie z Wikipedii

Nazywał się Józef Nowkuński. Urodzony w Kownie, w 1868 roku, w rodzinie szlacheckiej, ukończył Instytut Inżynierii Kolejowej w Sankt Petersburgu. Był projektantem i budowniczym kilku linii kolejowych w Rosji. Po odzyskaniu niepodległości przez nasz kraj wrócił do Polski. Minister przemysłu Eugeniusz Kwiatkowski powierzył mu tę bardzo odpowiedzialną misję budowy nowej Magistrali.
II wojnę światową przeżył w Warszawie, a pod koniec życia działał w Instytucie Naukowo-Badawczym Kolejnictwa (późniejszy Centralny Ośrodek Badań i Rozwoju Techniki Kolejnictwa w Warszawie). Zmarł nagle w 1952 roku na atak serca. Pochowano go na warszawskich Powązkach.  

Dlaczego Gdańskowi się udało, a Królewcowi nie....

redmysza1

Dawno już nic nowego nie napisałam. Sezon, sezon, sezon..... ale lada chwila będę się mobilizować :)

Póki co link do bardzo ciekawego zestawienia powojennych losów Gdańska (vel Danzig) i Kaliningradu ( vel Królewiec bądź też Konigsberg ) . Zapisuję by mi nie umknął w natłoku różnych informacji :)

http://pepsss.livejournal.com/270547.html?utm_source=fbsharing&utm_medium=social

 

Warto przeczytać, albo chociaż zdjęcia obejrzeć

O wędrującej kamienicy

redmysza1

Kolega RJ na facebooku "popełnił" bardzo ciekawe opracowanie. By mi nie umknęło w czeluściach tej twarzoksiążki , za jego zgodą, cytuję je tu wiernie i w całości .

OTO ONO:

"W dniu dzisiejszym "święto", ponieważ przedstawię historię niezwykłej budowli w Gdańsku " Kamienicy Gotyckiej" na ulicy Chlebnickiej. Obiecałem ten artykuł dwa lata temu... cierpliwość popłaca. :) Nie chcąc w tej historii pomijać istotnych szczegółów, nie zrobię opracowania - przedstawiam skróconą wersję pracy Edmunda Kizika i Małgorzaty Omilanowskiej.

"Wprawdzie historia fasady późnogotyckiego domu gdańskiego z Brotbänkengasse 14 (Chlebnicka) przeniesionej w 1823 r. na Pfaueninsel w Poczdamie od dawna wzbudzała zainteresowanie badaczy, ale jak do tej pory chyba nikt należycie nie docenił wagi tego wydarzenia, stanowiącego bez wątpienia jeden z najniezwyklejszych epizodów w dziejach ochrony zabytków w XIX w. w skali europejskiej.
Fasada wkomponowana przez Karla Friedricha Schinkla we wcześniejszy zespół tzw. Kavalierhaus, szczęśliwie przetrwała II wojnę światową . W latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku posłużyła polskim restauratorom do stworzenia jej repliki w miejscu, gdzie się znajdowała do października 1823 r., czyli przy obecnej ul. Chlebnickiej 14. Zachowana w Archiwum Państwowym w Gdańsku dokumentacja pozwala raz jeszcze przypomnieć okoliczności rozbiórki i transportu do Berlina, a przechowywane w Instytucie Sztuki PAN dokumenty naświetlić okoliczności wykonania kopii tego budynku w Gdańsku. Warto również przypomnieć, że to właśnie moment uratowania elementów gotyckiej kamienicy uważany jest za początek ochrony zabytków w Gdańsku.
Nieznana jest ani dokładna data, ani okoliczności wzniesienia budynku. Badacze są w zasadzie zgodni, że musiała powstać najprawdopodobniej około 1520 r.3 Uważana jest, podobnie jak i inne gotyckie kamienice gdańskie, za tzw. typ nadreński bądź andryjski. W badaniach od dawna wskazywano na związki fasady z ul. Chlebnickiej z gotycką architekturą niderlandzką. Zapewne, podobnie jak inne domy z tego czasu, była wzniesiona w oparciu o mocne boczne mury ogniowe, z wewnętrznymi podziałami w konstrukcji szkieletowej. Zachowana fasada wiele mówi o nieistniejącej już kamienicy: reprezentowała charakterystyczny dla architektury Gdańska i innych miast hanzeatyckich typ rozkładu wnętrz z wysoką sienią w pierwszej kondygnacji , dwoma kondygnacjami mieszkalnymi i trzema kondygnacjami spichrzowymi.
Kamienica przy Chlebnickiej 14 była budowlą pod wieloma względami niezwykłą. Jej kamienna fasada należała do rzadkich rozwiązań w Gdańsku. Wykonana została z piaskowca, co być może świadczyć o tym, że została zmontowana z importowanych gotowych elementów. Dało to asumpt pięknej legendzie, według której kamienne dekoracje miały zostać odkute w Wenecji dla przyozdobienia rezydencji arcybiskupiej w Norymberdze (w której nota bene żadnej rezydencji arcybiskupiej nie było) i dopiero później sprowadzone do Gdańska.16299246_10212200444994244_639831667587989399_n

Z zachowanych akt wynika, że kamienica, należąca pod koniec XVI stulecia do kupca Engelbrechta Königa, w 1616 r. znalazła się w posiadaniu Hansa Schlieffa . Z inicjatywy Schlieffów w środkowy ząb wieńczącego kamienicę krenelażu w bliżej nieokreślonym czasie wmontowano płaskorzeźbę z herbem rodu . W posiadaniu Schlieffów, którzy od końca XVI w. zaliczali się do grona gdańskich patrycjuszy, kamienica pozostawała do 1753 r. Jeden z nich, Valentin Schlieff , rajca, ławnik i syndyk Głównego Miasta, należał do najwybitniejszych gdańskich biblifolów. Jego biblioteka była przechowywana przy Brotbänkengasse 14, do której należała również sąsiednia kamienica. Po śmierci Valentina Schlieffa w 1750 r. domy zostały sprzedane przez jego spadkobierców. Przechodząc w różne ręce – właścicielami byli: Johann Friedrich Schumann, Valentin H. Zernecke, David Lehmann, Franz H. Richter – stopniowo popadały w ruinę. Ostatecznie nieruchomość została odkupiona przez mistrza murarskiego Matthiasa Gronaua z przeznaczeniem do rozbiórki i sprzedaży jako surowiec do wtórnego użycia.
Tymczasem w Gdańsku już od 1816 r. funkcję nadprezydenta rejencji zachodniopruskiej pełnił niezwykle zasłużony dla opieki nad zabytkami polityk Teodor von Schön. Jego zamiłowanie do cennych pamiątek przeszłości zaowocowało już w 1815 r. zaangażowaniem się w ratowanie zamku w Malborku. On też jako pierwszy zwrócił uwagę na gotycką kamienicę przy Chlebnickiej. Także z inicjatywy Schöna doszło do powołania w 1822 r. specjalnej komisji mającej na celu sporządzenie oficjalnego wykazu najcenniejszych zabytków architektury i historii w Gdańsku („Bau – und Geschichtsdenkmäler”). W skład komisji weszli dyrektor Archiwum Miejskiego Benjamin Ernst Schmidt, reprezentant konsystorza pastor August Bertling z kościoła Mariackiego, oraz historycy znani z licznych publikacji poświęconych Gdańskowi, dr Friedrich C.G. Duisburg i dr Gotthilf Löschin. Oczywiście gotycka kamienica z ulicy Chlebnickiej znalazła się w tym wykazie.
Wieść o planach Gronaua rozbiórki kamienicy wzbudziła gwałtowną reakcję zarówno w kręgach artystycznych – w sprawę ratowania domu zaangażował się m.in. architekt Carl Samuel Held – jak i politycznych. W celu ocalenia zabytku podjęto negocjacje z właścicielem domu. Sytuacja finansowa miasta uniemożliwiła władzom miejskim przyjęcie finansowych oczekiwań właściciela budynku oraz pokrycie kosztów odrestaurowania budynku (wydatek rzędu kilku tysięcy talarów). Istotnie, długi Gdańska powstałe wskutek pożyczek zaciągniętych przez Radę jeszcze w czasach polskich oraz przymusowych pożyczek francuskich z lat 1807–1813 (okres Wolnego Miasta) obliczano po zakończeniu wojen napoleońskich w 1814 r. na astronomiczną sumę 8 milionów 670 tysięcy talarów. Budżet miasta w tymże roku wyniósł 128 497 talarów. a w 1817 r. 221 604 tlr. W początkach trzeciej dekady wszczęta została procedura oddłużenia poważnie zagrożonego bankructwem miasta. Losy fasady wydały się przypieczętowane, władze miejskie 22 lipca 1822 r. zdecydowały o porzuceniu planów uratowania zabytku, zresztą Gronau rozpoczął już prace rozbiórkowe.
W tej sytuacji architekt miejski Carl Samuel Held postanowił zwrócić się o pomoc do Teodora von Schöna. Ten z kolei, nie widząc możliwości ratowania domu na miejscu w Gdańsku, postanowił zainteresować losem gdańskiego domu króla Fryderyka Wilhelma III. Już 3 października na pismo von Schöna pozytywnie odpowiedziała kancelaria królewska. Odtąd wypadki potoczyły się nadzwyczaj sprawnie: 22 października Hofmarschall Freiherr von Maltzahn przekazał Schönowi królewską zgodę na zakup fasady za sugerowaną początkowo sumę 800-1000 tlr. 3 listopada upoważniony przez Schöna Zimmermeister Johannes Halbritter zawarł notarialnie potwierdzoną umowę z Mathiasem Gronau właścicielem domu. Należy wytłumaczyć, dlaczego w negocjacjach jest mowa jedynie o zakupie fasady, a nie całego budynku. Wynikało zapewne to nie tylko z małej atrakcyjności wnętrza, ale przede wszystkim ze sposobu wznoszenia domów w Gdańsku, gdzie od XV w. podstawowym elementem konstrukcyjnym budynków były długie murowane z cegły ściany boczne, pełniące równocześnie funkcję murów ogniowych. Na ścianach tych były oparte belki stropowe oraz więźba dachowa. Równocześnie wyznaczały one granicę parceli i zwykle były wspólnie użytkowane z sąsiednimi budynkami. Do tej konstrukcji dostawiane były stosunkowo lekkie fasady pełniące funkcje nośne jedynie dla lekkich drewnianych zadaszeń lub dobudówek.
Przed rozbiórką fasada kamienicy została dokładnie obmierzona, a poszczególne ciosy kamienne wchodzące w jej skład ponumerowane tak, aby umożliwić ponowne jej złożenie.

15894554_10212200459994619_970153106063002242_n

Zgodnie z umową w drugiej połowie listopada rozbiórka fasady została już zakończona. Po zewidencjonowaniu oraz dokonaniu odrysów detali kamieniarki jej części zostały przetransportowane do Pakowni, gdzie przezimowały w oczekiwaniu na wznowienie żeglugi rzecznej. Po ustąpieniu lodów, 18 marca 1824 r. zawarto umowę przewozową z szyprem Andreasem Buchholtzem z Genthin, który zobowiązał się do dostarczenia kamiennych i żelaznych części fasady do Berlina. W gdańskim archiwum zachował się nawet tekst tej umowy. Celem wyliczenia ceny frachtu materiał zważono. Kamienie i żelazne sztangi ważyły razem 743 cetnarów (ponad 37 ton). Cena frachtu została ustalona na 22 srebrne grosze za cetnar wagi, czyli w sumie 272 tlr. i 13 Sgr. Po kilku tygodniach materiał droga wodną poprzez dolny odcinek Wisły, Kanał Bydgoski, Noteć, Wartę, Odrę oraz Kanał Haweli dotarł do Poczdamu.
 Zdemontowana fasada okazała się sporym problemem dla architektów pracujących na usługach króla. Jak ustalił to już niemiecki historyk Erich Kayser, początkowo myślano o ustawieniu fasady jako wolnostojącej ozdoby parku na Wyspie Pawiej, ale szybko zdano sobie sprawę z nierealności tego pomysły. Dlatego Karl Friedrich Schinkel zaproponował wzniesienie na wzgórzu, przy drodze wiodącej z Berlina do Poczdamu i na Wyspę Pawią specjalnego pawilonu wieży widokowej z wmontowaną gdańską fasadą, która widoczna z daleka stanowiłaby istotną dominantę widokową w krajobrazie. Na to rozwiązanie nie zgodził się jednak król. Kategorycznie zażądał, aby fasada gdańskiej kamienicy ozdobiła jednak samą Pawią Wyspę, a w doborze jej lokalizacji miał dopomóc pracujący tam wówczas ogrodnik królewski Peter Joseph Lenné. Za najodpowiedniejsze miejsce uznano pięknie położoną, otoczoną wysokimi kępami drzew polanę, na której wznosił się, zbudowany w latach 1803–1804 przez budowniczego Ludwiga Carla Krügera, niewielki pawilon parkowy nazywany Kavalierhaus. Była to piętrowa budowla z pięcioosiową fasadą, oflankowana parą niskich, kwadratowych wież narożnych. Karl Friedrich Schinkel sporządził projekt rozbudowy tego pawilonu poprzez podwyższenie korpusu głównego o jedną kondygnację, lewej wieży o dwie i takie rozbudowanie prawej wieży, aby mogła stać się podstawą do wmontowania w nią fasady gdańskiej kamienicy z Chlebnickiej. Zgodnie z poleceniem króla fasada miała być wmontowana z zastrzeżeniem, że architektura budynku misi być dokładnie zachowana".
Schinkel budynkowi Kavalierhaus nadał nowe elewacje utrzymane w duchu późnego gotyku, aby dopasować je do gdańskiej kamienicy 10–. Wnętrza domu przeznaczone zostały na apartamenty dla dzieci królewskich, w pokoju urządzonym na parterze wieży z fasadą gdańską mieścić się miał pokój księcia Wilhelma, a nad nim na pierwszym piętrze pokój księcia Albrechta . Starannie złożona z powrotem fasada stała się ozdobą pawilonu, ale tracąc kontekst architektoniczny przestała być wąską, wciśniętą w zwartą zabudowę przyuliczną fasadą mieszczańskiego domu, stając się elewacją wieży eleganckiego pałacyku . Kavalierhaus na Wyspie Pawiej przetrwał bez większych zmian do dziś. W 1829 r. projektowano wprawdzie dobudowanie do wyższej wieży od tyłu niewielkiego przedsionka, w który wmurowany miał być romański portal refektarza klasztoru cysterskiego z Heilbronn, ale projektu tego nie zrealizowano.

16195542_10212200463834715_1507617383388945377_n

Tymczasem w Gdańsku przy ul. Chlebnickiej 14 na miejscu rozebranego domu powstał nowy, o skromnych cechach klasycystycznych ). Ta znana z fotografii i kamienica została zniszczona w 1945 r. Trudno już dziś ustalić, kto wpadł na pomysł, aby przy Chlebnickiej zrekonstruować gotycką kamienicę rozebraną w 1823 r., ale stać się to musiało jeszcze w pierwszej fazie odbudowy zabytków Głównego Miasta zachowane bowiem w archiwum ISPAN dokumenty dotyczące tego pomysłu pochodzą z 1955 r. i sporządzone zostały w NRD-owskim Institut für Theorie und Geschichte der Baukunst, działającym w ramach Deutsche Bauakademie w Berlinie.
Do pomysłu wzniesienia kamienicy „gotycko-renesansowej” na parceli przy Chlebnickiej 14 powrócono w 1964 r., bo taką datę noszą pierwsze studia fasady sporządzone na potrzeby odbudowy przez głównego projektanta rekonstrukcji, architekta Kazimierza Orłowskiego. Dopiero jednak decyzja o budowie domu studenckiego dla gdańskiej Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych przy Chlebnickiej 13–16 pozwoliła wrócić do pomysłu rekonstrukcji fasad tego ciągu kamienic. Kazimierz Orłowski przygotował wprawdzie także wariant projektu budowy domu akademickiego z nowocześnie potraktowaną elewacją frontową, ale konserwator wojewódzki Lech Krzyżanowski opowiedział się za rekonstrukcją. Wstępne projekty architektoniczne noszą daty z roku 1967. Lech Krzyżanowski i zapewne także projektanci odbudowy skorzystali z możliwości wyjazdu do Berlina Zachodniego i sami dokonali bezpośrednich pomiarów tam zachowanego, choć translokowanego, zabytku. Projekty wykonawcze detali i techniczne noszą w większości datę 1970 i na ich podstawie fasada została zrekonstruowano , choć zadecydowano o jej przesunięciu względem pierwotnej lokalizacji po to, aby umożliwić jej lepszą ekspozycję na osi ul. Grząskiej (Altes Ross)32. Zachowany dziennik prac budowlano-konserwatorskich potwierdza zakończenie prac w 1980 r.
 Piszący o epopei gdańskiej kamienicy z Chlebnickiej z reguły rejestrują jedynie fakty, rezygnując z wartościowania i oceniania tego wydarzenia, co najwyżej wskazując na to, że wyznacza ono początek ochrony zabytków w Gdańsku. W nielicznych wypowiedziach kwalitatywnych dominuje wydźwięk negatywny, Ewa Barylewska-Szymańska wyraziła ubolewanie, że kamienicy nie udało się ocalić in situ, a Marian Arszyński uznał cały pomysł za kontrowersyjny, niewątpliwie słusznie zwracając uwagę na kilka istotnych aspektów negatywnych tej akcji, jak na przykład to, że intencją króla było zapewne jedynie pozyskanie atrakcyjnego elementu dekoracyjnego do parku. Jego zdaniem wyrwanie fasady kamienicy z kontekstu urbanistycznego i architektonicznego uczyniło z niej element treściowo pusty, a wkomponowanie jej w „wieżę zamkową” razi brakiem poszanowania prawdy historycznej i logiki formy architektonicznej.
Zgadzając się z tymi stwierdzeniami, należy jednak podkreślić aspekty znacznie istotniejsze: uratowanie fasady gdańskiej kamienicy z Chlebnickiej było w dziejach nowoczesnej restauracji i konserwacji zabytków w skali całej Europy pierwszym świadomym (w każdym razie w intencjach inicjatorów akcji translokacyjnej) przedsięwzięciem konserwatorskim, dzięki któremu ocalał cenny zabytek. Przenoszenie obiektów architektonicznych, czy wykorzystywanie starych fragmentów budowli (spoliów) w nowych ma długą tradycję sięgającą starożytności, ale w ocenie gdańskiej translokacji najważniejsze jest uwzględnienie celu, dla jakiego to uczyniono. Właśnie brak głębszego ideowe- go uzasadnienia tej decyzji, a którego potrzeba ratowania zabytku czyni z przeniesienia fasady gdańskiej pierwszy akt tego rodzaju, za którym poszły dalsze akcje ratunkowe polegające na translokacji, takie jak przeniesienie berlińskich Gerichtslaube ze starego ratusza do parku Babelsberg; przetransportowanie drewnianego kościoła z norweskiego Vang w Karkonosze do Karpacza. Także długa, sięgająca 1891 roku, tradycja tworzenia skansenów, do których przeniesiono do dzisiaj już tysiące budowli, wreszcie spektakularne akcje ratowania bezcennych świątyń starożytnego Egiptu zagrożonych zagładą w wyniku budowy tzw. wysokiej tamy na Nilu i utworzenia jeziora Nasera (1952–1964).

16406986_10212200451954418_4487873555042697297_n

Wyrwanie dzieła z jego pierwotnego kontekstu i ratowanie tylko jego fragmentów jest zawsze daleko posuniętym, kontrowersyjnym kompromisem, ale translokację kamienicy z Chlebnickiej należy uznać za akcję wyznaczającą początek ratunkowych przenoszeń stosowanych do dziś jako praktyka konserwatorska, a nie ostatnie ogniwo w długim ciągu wtórnego wykorzystywania na nowym miejscu elementów interesujących estetycznie bądź potrzebnych ze względów ideowych.
Odrębną kwestią jest ocena „sklonowania” gdańskiej-poczdamskiej kamienicy przy ul. Chlebnickiej w ramach powojennej odbudowy. To rzadki, choć nie odosobniony przypadek „rozmnożenia” zabytku (np. barokowy drewniany kościół w Rychnowie ma swoją kopię w Muzeum Budownictwa Ludowego w Olsztynku). . Trzeba jednak pamiętać, że kopia fasady na Chlebnickiej wpisuje się raczej w ciąg dziesiątek polskich zabytków odbudowanych po wojennych zniszczeniach nie w kształcie przedwojennym znanym z fotografii, tylko w wyidealizowanej formie z dalszej przeszłości, zainspirowanej np. obrazami Canaletta czy rysunkami Vogla lub Schulza. Różnica tkwi jedynie w źródle wiedzy o formie, którym w tym przypadku nie była stara rycina czy obraz, ale naprawdę zachowana kamieniarka oryginału.

16387923_10212200472354928_5904754433584167935_n

Koniec opracowania :) Prawda , że ciekawe? :)

 

 

Jacek Żuławski

redmysza1

Dzisiaj 29.03.2017 mija 90 rocznica urodzin Jacka Żuławskiego - malarza, grafika, profesora WSSP w Gdańsku, ale też i taternika, żeglarza...

jacek_uawski                                  zdjęcie stąd : http://culture.pl/pl/artykul/rod-zulawskich#second-menu-4

 

Bez jego obecności w naszym mieście, nie byłoby takim jakie je znamy.

Urodził się w Krakowie, w rodzinie TYCH Żuławskich. Jak pisze autor artykułu o tejże familii ( na stronie culture.pl):

"Rodzina Żuławskich w naszym kraju należy do najpłodniejszych pod względem artystycznym. Jej przedstawiciele szczególnie aktywni są na polu literackim, plastycznym, muzycznym i filmowym, nadal zadziwiając różnorodnością i skalą twórczych dokonań."

Jacek studiował od 1928r u Wojciecha Weissa i Stanisława Jarockiego w krakowskiej ASP, a potem u Felicjana Kowarskiego, z którego pracownią w 1929r. przeniósł się do Szkoły Sztuk Pięknych w Warszawie. Dodatkowo u Leonarda Pękalskiego poznawał tajniki malarstwa architektonicznego. Dzięki otrzymanemu w 1935 roku stypendium francuskiemu, mógł kontynuować naukę w pracowni Józefa Pankiewicza w Paryżu. Odbył też podróż do Italii. W 1934 roku współpracował z Felicjanem Kowarskim nad projektem konkursowym polichromii Kościoła Opatrzności w Chełmnie.

W 1938 roku zamieszkał w Gdyni, wraz z żoną Hanną (również znakomitą malarką, ceramikiem i pedagogiem). Tu wykonał kilka prac z dziedziny malarstwa architektonicznego, m.in.: - projekt kaplicy szpitalnej ( wykonany wraz z Hanną) - wystrój świetlicy koszar redłowskich ( tematyka- dzieje wojska polskiego) - projekt polichromii wielkiej sali Komisariatu Rządu ( "Apoteoza Gdyni"), niestety nie zrealizowany z powodu wybuchu wojny Po wybuchu wojny Żuławski wrócił do Warszawy, gdzie działał w ruchu oporu. W latach 1944-45, po ucieczce z transportu, przebywał w Krakowie i Lublinie. Tam 3 sierpnia 1944 roku została reaktywowana działalność Związku Artystów Plastyków. Halina i Jacek Żuławscy mieszkali wtedy w Łańcuchowie, pod Lublinem, w dworze skonfiskowanym rodzinie Steckich. Powstał w nim Dom Pracy Twórczej Plastyków.

Jesienią 1945 roku "desant" artystów plastyków ruszył na północ.Jego załogę stanowili zaprzyjaźnieni ze sobą artyści: Janusz Strzałecki, Krystyna i Juliusz Studniccy, Hanna i Jacek Żuławscy, Józefa i Marian Wnukowie. Kierowała nimi chęć włączenia się w odbudowę Gdańska i i współtworzenia życia artystycznego na Wybrzeżu. W Sopocie powołano do życia Państwowy Instytut Sztuk Plastycznych. 15 października 1945 roku studia rozpoczęło 22 studentów. Pod koniec roku uczelnia zmieniła nazwę na Państwowa Wyższa Szkoła Sztuk Pięknych ( potem Państwowa Wyższa Szkoła Sztuk Plastycznych w Gdańsku). Do wyboru były trzy wydziały: Malarstwa, Rzeźby i Architektury Wnętrz .

Jacek Żuławski prowadził najpierw pracownię rysunku wieczornego, w latach 1949-1965 kierował pracownią malarstwa architektonicznego, a do 1974 roku pracownią malarstwa na Wydziale Malarstwa. Asystentem Jacka Żuławskiego, w zakresie malarstwa architektonicznego, był Kazimierz Ostrowski. Pracownia wykształciła licznych artystów, młodych twórców, którzy swoje zdolności mogli zaprezentować , wraz z bardziej doświadczonymi kolegami, przy ozdabianiu odbudowywanej Drodze Królewskiej w Gdańsku. Mowa tu o Barbarze Massalskiej, Marii Leszczyńskiej, Ryszardzie Kozakiewiczu. Należałoby też wspomnieć Teresę Pągowską ( uczennicę Wacława Taranczewskiego, malarstwo monumentalne) Prócz zajęć jako nauczyciel, Żuławski podejmował też różne prace projektowe w zakresie malarstwa ściennego. Można by tu wymienić , znaną tylko z szkicu projektowego, dekorację wnętrza jadalni WRN w Gdańsku. Zarówno on , jak i żona Hanna, wykonywali też prace w innych miastach np. Warszawie (mozaikowe plafony "Cztery Pory Roku"na podcieniach placu Konstytucji autorstwa Hanny)

. Lata powojenne w naszym mieście to dyskusja nad tym jaki ten Gdańsk ma powstać z ruin. Spory były ogromne, na szczęście pojawił się Jan Zachwatowicz i jego "Plan Zachwatowicza". Zdołał przekonać opornych, że odbudowa nawet najbardziej zniszczonego miasta, jest ekonomiczniejsza niż budowa nowego. Odbudowywane Główne Miasto miało się stać robotniczym osiedlem mieszkaniowym. Gdańska Dyrekcja Budowy Osiedli Robotniczych była bowiem wówczas jedynym inwestorem dysponującym środkami umożliwiającymi realizację przedsięwzięcia o takiej skali. Ponadto oczywiście koncepcja wprowadzenie klasy robotniczej do śródmieścia miała swój wymiar propagandowy. Stawiano proste bloki, zachowując przebieg dawnych ulic. Trzeba je było jeszcze ozdobić.

W grudniu 1952 roku odbyło się spotkanie w tej sprawie.Brali w nim udział architekci, malarze, rzeźbiarze. Ustalono że głównym projektantem w sprawach rzeźbiarskich będzie Stanisław Horno-Popławski, a w sprawach malarstwa- Jacek Żuławski. Tematyka malarstwa na odbudowanej Drodze Królewskiej jest tak obszerna, że o niej może innym razem. Wszak miałam pisać o Jacku Żuławskim :)

Jego dzieła na Wybrzeżu to:

- malowidło w sali „Herbowej” Wojewódzkiej Rady Narodowej w Gdańsku

- fryz kamienicy przy ul. Długiej (tylnej elewacji Domu Uphagena, nr 12)

- sgraffito z panoramą portu na Motławie z połowy XVIII wieku we wnętrzu kina Leningrad (nr 57–58, późniejszy Neptun ( niestety kino nie istnieje :( powstaje nowy hotel ) Żeby nikt mi nie zarzucił, że kopiuję zdjęcia bez zgody autora, podaję tylko link : http://www.bryla.pl/blogi/art1900/2012/05/katedra_realizmu_socjalnego/1

- fryz przy Długim Targu 8 (z M. Leszczyńską)

- w latach 60. XX wieku opracował z zespołem wystrój sal parteru Ratusza Głównego Miasta. Sam wykonał m.in. fryz i portrety w Wielkiej Sali Wety (Białej), malowidło na kolebkowym sklepieniu Sali Zodiakalnej.

- projektował też tapiserie (np. dla „Daru Pomorza”, 1975) ( tapiserie to rodzaj ozdobnej tkaniny- in.gobeliny, arrasy)

Oczywiście działał też w innych miastach , np. w odbudowywanej Warszawie

-Malował też obrazy sztalugowe- pejzaże, martwe natury, akty. Ale jednak jego główne dzieła to te monumentalne

-Był ilustratorem książek. - 12 drzeworytów do Niobe K.I. Gałczyńskiego - rys. satyryczne do apokryfu Boya-Żeleńskiego Odsiecz Wiednia, czyli toaletka królowej Marysieńki )

Jednym słowem człowiek wszechstronny :)

Zmarł 27 listopada 1976 w Warszawie. Został pochowany na Wojskowym Cmentarzu Komunalnym w Warszawie (Kwatera: B 32 Rząd: 4 Grób: 29).  W grudniu 1988 roku dołączyła tam do niego żona Hanna.

1002895_543758772338925_731828449_n

 

1.P.S.Reliefowy portret artysty ( autorstwa Tadeusza Godziszewskiego) znajduje się wśród innych wizerunków osób związanych z odbudową miasta na zworniku podcieni kamienicy naroża Długiego Targu i ul. Pończoszników Ten portret i inne można obejrzeć ( jeżeli ktoś ma Facebook) tutaj: https://www.facebook.com/pg/Przewodnik-Tr%C3%B3jmiejski-Ewa-Czerwi%C5%84ska-Gda%C5%84sk-278346968880108/photos/?tab=album&album_id=543758362338966

 

2.P.S.Gdyby kogoś interesowała rodzina Żuławskich , a rodzina to bardzo ciekawa, to polecam artykuł : http://culture.pl/pl/artykul/rod-zulawskich#second-menu-4

 

 

Pisząc tekst korzystałam z:

- Gedanopedii,

- Strony ASP Gdańsk

- Wikipedii,

-opracowania p. Jacka Friedricha w "Gdańskie Studia Muzealne 6"( Muzeum Narodowe w Gdańsku) "Wystrój Dekoracyjny Drogi Królewskiej w Gdańsku w latach 1953-1955"

-książki Jacka Friedricha "Odbudowa Głównego Miasta Gdańska w latach 1945-1960" -wyszukiwarki cmentarnej miasta Warszawa

© Trójmiejskie opowieści przeróżnej treści
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci