Menu

Trójmiejskie opowieści przeróżnej treści

Idą Święta.... :)

redmysza1

Zbliżają się święta . Pracowity okres dla gospodyń domowych ( gospodarzy oczywiście też- tych którzy się włączają do pomocy- a takich wcale nie tak mało :)
Myślę, że wszyscy doskonale znamy logo firmy 

Dr.Oetker


W Gdańsku Oliwie, przy ulicy noszącej dzisiaj imię Admirała Arenda Dickmanna dowódcy polskiej floty ( a dzisiaj 389 rocznica jego śmierci, jaką poniósł  w 1627 roku w trakcie zwycięskiej Bitwy pod Oliwą stoczonej z flotą szwedzką) od 95 lat znajduje się fabryka, która produkuje rzeczy w kuchni niezbędne.
Mowa oczywiście o Dr. August Oetker Nahrungsmittel KG – przedsiębiorstwie wywodzącym się z Niemiec, produkującym dodatki do pieczenia ciast, środki żelujące, müsli, desery, zapiekanki, pizze mrożone oraz jogurty. To producent pierwszego na świecie proszku do pieczenia w torebkach.
A jak to się zaczęło?
Historia zaczęła się w 1893 roku. Wtedy to 31-letni dr August Oetker, aptekarz z niemieckiego Bielefeld, mając do dyspozycji wagę kuchenną, moździerz i wachlarz chemicznych specyfików, opracował proszek do pieczenia według własnego przepisu. Udoskonalił tym samym, poprawiając walory smakowe i wydłużając czas przechowywania, produkt opracowany wcześniej przez niejakiego Justusa Liebiga. Proszek Backin, jak go nazwał (od niemieckiego czasownika „backen” – piec), pakował w małe 10-gramowe torebeczki i sprzedawał w swojej aptece. Produkt szybko zaczął cieszyć się dużym powodzeniem u gospodyń domowych.
oetker
August Oetker urodził się 6. Stycznia 1862 roku jako syn Augusta Adolpha Oetkera oraz Berthy Oetker. Po ukończeniu szkoły podstawowej uczęszczał do Gimnazjum Adolfinum w Bückeburgu, gdzie w 1878 roku zdał maturę. Prawdopodobnie w 1884 zatrudnił się w jednej z firm w miejscowości Hanau, która zajmowała się produkcją sprzętu farmaceutycznego. Oetker rozpoczął swoje życie zawodowe w Berlinie, mając na koncie kilka biznesowych niepowodzeń.
Od kiedy wpadł na swój genialny pomysł, jego życie diametralnie się zmieniło.



Nieoczekiwany popyt zachęcił go do opracowania innych sproszkowanych dodatków: cukru waniliowego, budyniu i zagęszczacza do potraw. Aptekarz postanowił ruszyć z produkcją na skalę przemysłową. Otworzył małą fabryczkę w rodzinnym Bielefeld i ogłosił konkurs na znak graficzny firmy. Na logotyp wybrał zarys jasnej kobiecej głowy na ciemnym tle. Hasło z kolei wymyślił sam: „Roztropna głowa używa tylko wyrobów dr Oetkera”. Wykazał się przy tym wszystkim niemałą dalekowzrocznością, rejestrując w porę znak towarowy i zabezpieczając patentem recepturę swojego produktu.

Firma na tyle dobrze się rozwijała, że dr August Oetker przyjął do jej kierownictwa swoich dwóch braci, Eduarda Oetkera i Louisa Oetkera. Powierzył im prowadzenie spraw handlowych, sam zaś zajął się opracowywaniem nowych receptur. Po pięciu latach od  uruchomienia produkcji na rynek trafiło już 50 mln opakowań Backinu i innych proszków, galaretek i budyniów. W 1908 roku otwarto pierwszą zagraniczną filię firmy pod Wiedniem.

Po śmierci dr. Augusta Oetkera w 1918 roku biznes bez zmiany znaku towarowego przeszedł w ręce dr. Richarda Kaselowsky’ego, przyjaciela rodziny, który poślubił wdowę po zabitym pod Verdun synu założyciela. Pod jego zarządem firma zatrudniała 600 osób i zbudowała zakłady produkcyjne za granicą – w Holandii, Belgii, Luksemburgu, Danii, Norwegii i Włoszech. W 1921 roku niemiecka firma otworzyła fabrykę na terenie Gdańska. Produkowała w niej m.in.: proszek do pieczenia, cukier wanilinowy, żelatynę „Regina” oraz aromaty i desery w proszku.

Przez całe dwudziestolecie międzywojenne Dr. Oetker podejmował intensywne i nowatorskie działania promocyjne – ustawiał na ulicach samochody z reklamą firmy, umieszczał przepisy na opakowaniach oraz organizował prezentacje z pieczenia ciast i wykłady. Wypuścił nawet na rynek zeszyt z przepisami oraz „Książkę kucharską Dr. Oetkera”, która w krótkim czasie stała się bestsellerem. Ta historia traci niestety swoją słodycz wraz z przejęciem władzy w Niemczech przez nazistów…

Gdy w 1933 roku NSDAP przejęła władzę w Niemczech, właściciel Dr. Oetkera, podobnie jak właściciele kilku innych niemieckich firm (Hugo Boss czy Krupp), nie ukrywał swojej sympatii dla niemieckiego reżimu. Richard Kaselowsky był wielbicielem Hitlera i należał do Kręgu Przyjaciół Reichsfuehrera SS Heinricha Himmlera – grupy przemysłowców wspierających nazistów co roku kwotą miliona marek. Dzięki kontaktom z nazistami miał możliwość zakupu za bezcen browaru Groterjan odebranego wcześniej żydowskim właścicielom. W 1937 roku Adolf Hitler nadał nawet jego firmie tytuł „wzorowego narodowosocjalistycznego zakładu pracy”.
W czasie II wojny światowej Kaselowsky zatrudniał w swoich fabrykach robotników przymusowych oraz produkował na potrzeby niemieckiej armii. Również pasierb Kaselowsky’ego, Rudolf (wnuk założyciela firmy), sympatyzował z nazistami. W obawie przed wysłaniem na front wschodni dobrowolnie zapisał się do Waffen SS. Jego biograf Sven Keller napisał o nim jako o człowieku „przekonanym o słuszności nazizmu”. Jego syn August nie tak dawno podobnie skomentował jego postawę: „Nie mam żadnych wątpliwości, że on do ostatnich swoich dni był nazistą i myślał tak, jak naziści”. Podobnie zresztą jak wielu innych Niemców.

Kilka lat temu, już po śmierci Rudolfa Oetkera, rodzina postanowiła rozliczyć się z przeszłością. Sfinansowała badania historyczne i otworzyła przed historykami swoje archiwa. Odkryto w nich, że nawet po wojnie Rudolf Oetker zatrudniał dawnych nazistów, wśród których był m.in. Rudolf von Ribbentrop, syn byłego ministra spraw zagranicznych Rzeszy. Wspierał też finansowo weteranów elitarnej formacji Leibstandarte Adolf Hitler.

W 1944 roku podczas nalotu bombowego aliantów Kaselowsky zginął wraz z żoną i córkami. Trzy lata później, już po denazyfikacji, firmę przejął 30-letni Rudolf Oetker – jedyny, który ocalał w bombardowaniu. Na powojennych zgliszczach podjął się zadania obudowy fabryki. Działał z rozmachem. Już wtedy Bernt Engelmann w książce „Rzesza rozpadła się... bogacze pozostali” umieścił Dr. Oetkera wśród największych zachodnioniemieckich firm.

Jeżeli chodzi o nasze miasto to w 1945 roku, gdańska fabryka zostaje przejęta przez Gdańskie Zakłady Środków Spożywczych.

Pod zarządem Rudolfa firma nawiązała intratne kontrakty zagraniczne, przejęła kilka firm z branży spożywczej i zadebiutowała z nowymi produktami m.in. lodami w proszku. W latach 50. wyprodukowała 750 mln opakowań proszku do pieczenia i innych produktów spożywczych. W tym czasie Rudolf Oetker, jako pierwszy z rodziny, odważył się wyjść poza dobrze mu znaną branżę spożywczą. Stał się bowiem właścicielem, a w niektórych przypadkach udziałowcem, zachodnioniemieckich browarów, statków przewożących towary na Bliski i Daleki Wschód, luksusowych hoteli, a także kilku instytucji finansowych, firm reklamowych i zakładów chemicznych.

„Trudno zliczyć w ilu przedsiębiorstwach posiadam udziały” – mawiał. Jednocześnie cały czas poszerzał spożywczy asortyment. W 1970 roku wprowadził na niemiecki rynek pierwszą mrożoną pizzę. Koncernem kierował do 1981 roku, kiedy stery firmy przekazał najstarszemu synowi, urodzonemu w 1944 roku Augustowi. Przed odejściem podzielił po równo udziały w spółce między ośmioro swoich dzieci i ich rodziny. Aż do śmierci w 2007 roku doradzał zarządowi i rozwijał sieć luksusowych hoteli.

Tymczasem nowy prezes wycenianej na 12 mld euro firmy kładł szczególny nacisk na umiędzynarodowienie przedsiębiorstwa. W 2010 roku firmę przejął młodszy brat Augusta, urodzony w 1951 roku Richard, dotychczasowy członek zarządu. Ma on na swoim koncie tragiczne doświadczenie. W grudniu 1976 roku porwano go dla okupu. Wolność odzyskał po trzech dniach tortur i zapłaceniu porywaczom 21 mln marek. Do jego osiągnięć należy ekspansja firmy na rynki wschodnioeuropejskie w latach 90., w tym na polski rynek.
oetker_gdask
W 1991 roku, z inicjatywy pracowników miało miejsce utworzenie pierwszego polsko-zagranicznego join-venture w branży spożywczej z zakładem należącym do Miasta Gdańsk. Wówczas Dr. Oetker nabyła 51% udziałów jakie posiadała gmina, a trzy lata później – pozostałe.
Obecnie firma Dr. Oetker Polska posiada trzy zakłady produkcyjne: fabrykę koncentratów spożywczych w Gdańsku (centrala), fabrykę pizzy mrożonej w Łebczu oraz fabrykę słodkich dekoracji w Płocku.

Dziś koncern posiada fabryki w wielu miejscach na świecie (w Europie, Rosji, Kanadzie, Australii, Indiach, Chinach, Brazylii, Afryce Płd i Malezji). Flagowymi produktami Dr. Oetkera nadal są głównie słodkości: budynie, kisiele, galaretki i ciasta w proszku. Jednak Oetkerowie działają również w sektorze piwa, napojów bezalkoholowych i szampana, a także w branży bankowej, transportu morskiego i wydawniczej. Wielopokoleniowy rodzinny biznes ma się dobrze i rośnie jak na drożdżach. Czy raczej, jak na starym, dobrym proszku Backin.

Korzystałam z artykułu Emilii Kunikowskiej na biznes.onet.pl i ze strony www.oetker.pl ( szczerze mówiąc częściowo metodą kopiuj-wklej) :)

zdjęcia ze strony www.oetker.pl

Królewska Szkoła Nawigacji

redmysza1

199 lat temu ,19 listopada 1817 roku, w Gdańsku, powołano do życia Królewską Szkołę Nawigacji .

Ciekawy artykuł ze strony Trojmiasto .pl

125510BudynekgdanskiejSzkolyNawigacyjnejnapoczatkuXXwieku

Najpierw nauka, potem żeglowanie, czyli o gdańskiej szkole nawigacji.

Biorąc pod uwagę wspaniałe morskie tradycje Gdańska, może wydawać się dziwne, że przez wieki miasto obywało się bez szkoły, przygotowującej do pracy na statkach. Jednak w czasach przedrozbiorowych nie widziano chyba takiej potrzeby, choć warto podkreślić wkład profesorów gdańskiego Gimnazjum Akademickiego w rozwój matematyki, ukierunkowany m.i. na potrzeby obliczeń nawigacyjnych.
Po zagarnięciu miasta przez Prusy pojawiła się idea utworzenia w Gdańsku szkoły kształcącej kadry dla floty, zarówno wojennej - której Prusy wówczas nie posiadały - jak i cywilnej. Wydarzenia kolejnych lat, w tym zdobycie Gdańska przez Francuzów i udział w blokadzie Anglii, nie sprzyjały powstaniu szkoły. Ostatecznie zainaugurowała ona swą działalność w październiku 1817 r. jako "Królewska Szkoła Nawigacyjna".Od 1826 r. działała już we własnej siedzibie, zlokalizowanej przy ul. Karpiej - w pobliżu ujścia Kanału Raduni do Motławy. Nieduży budynek z wieżyczką mieszczącą obserwatorium stanowił charakterystyczny akcent zabudowy tej okolicy. Prócz obserwatorium, szkoła mieściła sale klasy wstępnej, po jednej sali wykładowej dla klasy szyprów i klasy sterników, gabinet chronometrów, gabinet map, bibliotekę, salę egzaminacyjną i gabinet dyrektora. Dyrektor posiadał też w budynku prywatne mieszkanie oraz przylegający ogród. Mniejsze mieszkanie przeznaczono dla woźnego. W przylegającym budynku znajdował się internat dla uczniów spoza Gdańska.W dziewiętnastym wieku obok szkoły często cumowały przydzielone do niej żaglowce szkolne - początkowo szkuner "Stralsund", później także przybrzeżna kanonierka "Danzig", a w kolejnych latach nowe jednostki.

125508RycinaprzedstawiajacabudynekszkolyiszkolnezaglowcejednymznichjestprawdopodobnieStralsund

W pierwszych latach istnienia szkoła przeżywała szybki rozwój. Co ciekawe, w tym okresie kierowali nią zatrudniani przez pruską administrację oficerowie skandynawscy: Duńczyk Ludolph Tobiesen (1817-1819), jego rodak Michael Bille (1819-1838), Norweg Lous (1838-1842), kolejny Duńczyk baron Dirckinck-Holmfeld (1842-1845). W pierwszym semestrze, za czasów Tobiesena, naukę podjęło 40 chłopców, po kilku latach, już we własnej siedzibie na Karpiej, szkoła miała prawie 400 uczniów. Nauka trwała dwa lata. Program obejmował wykłady m. in. z arytmetyki, geometrii, stereometrii, trygonometrii, geografii, astronomii oraz języka angielskiego. Po ukończeniu pierwszej klasy absolwent mógł złożyć publiczny egzamin i uzyskać tytuł sternika, po ukończeniu drugiej i kolejnym egzaminie - szypra.Uczniowie szkoły nawigacyjnej podczas nauki brali udział w rejsach szkolnych. W latach 1833-1838 pływano przede wszystkim po Bałtyku, dokonując licznych pomiarów i obserwacji. Wiele pozyskanego wówczas materiału znalazło wykorzystanie w pierwszym opracowanym w państwie pruskim atlasie morskim Bałtyku. W kolejnych latach statek szkolny zawijał m. in. na Morze Śródziemne, a w roku 1847 po raz pierwszy pokonał Atlantyk, docierając do Nowego Jorku. Jeden z dyrektorów szkoły, Michael Friedrich Albrecht, był autorem wielokrotnie wznawianego podręcznika nawigacji, stanowiącego podstawę kształcenia kolejnych roczników nawigatorów.W drugiej połowie XIX wieku szkoła przeżyła pewien regres, spowodowany chyba zbytnim konserwatyzmem i niechętnym stosunkiem do rozwoju żeglugi o napędzie parowym. Spadek ilości uczniów okazał się jednak przejściowy. Na początku XX wieku, gdy Cesarstwo Niemieckie coraz głośniej zgłaszało pretensję do stania się mocarstwem kolonialnym, chętnych do nauki było znów tak wielu, że stary budynek nie był w stanie wszystkich pomieścić. Jednak dopiero po pierwszej wojnie światowej nastąpiła przeprowadzka szkoły - pod nową nazwą, jako Szkoła Żeglugi - do pokoszarowego budynku przy dzisiejszej al. Legionów .Stary budynek na Karpiej był przez pewien czas siedzibą lewicowych związków zawodowych, a po 1933 został przejęty przez organizacje powiązane z partią narodowosocjalistyczną. W 1945 r. cała zabudowa ulicy Karpiej, odznaczająca się szczególnym urokiem, przestała, niestety, istnieć.

125506Widoknamiejscewktorymdo1945rstalawGdanskuSzkolaNawigacyjna

artykuł ze strony Trojmiasto z dnia 01.06.2010

Czytaj więcej na:
http://historia.trojmiasto.pl/Najpierw-nauka-potem-zeglowanie-czyli-o-gdanskiej-szkole-nawigacyjnej-n39221.html#tri

O autorze :


Marcin Stąporek

- autor jest publicystą historycznym, prowadzi firmę archeologiczną. Pracował w Muzeum Archeologicznym w Gdańsku i Wojewódzkim Urzędzie Ochrony Zabytków w Gdańsku. Obecnie jest pracownikiem Biura Prezydenta Gdańska ds. Kultury.

Św Elżbieta Węgierska jedna z głównych patronek Zakonu Krzyżackiego

redmysza1

Dzisiaj miałam przyjemność uczestniczyć w wykładzie Pana dr. Janusza Trupindy znawcy zagadnień krzyżackich :) wykład odbywał się w Dworze Artusa, były tłumy słuchaczy, a jego temat brzmiał "O patronach Zakonu Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie". Wykład bardzo ciekawy, bardzo treściwy, mówiący o tym, którzy święci byli ( i są) ważni dla zakonników z czarnym krzyżem na białym płaszczu.
Jedną z nich jest św Elżbieta Węgierska. A ponieważ dzisiaj dzień poświęcony tej świętej, w 785 rocznicę jej śmierci, skupię się na jej osobie.
Dzisiaj rano znajoma z FB , koleżanka po fachu, Ilona Barbara Sobik zamieściła świetne opracowanie na temat św. Elżbiety. Idę więc na łatwiznę i metodą kopiuj-wklej......

elbieta_1
17 listopada - wspomnienie św. Elżbiety Węgierskiej.
Kim była św. Elżbieta Węgierska?

Św. Elżbieta Węgierska, jako księżna oddała się pielęgnowaniu chorych i cierpiących, była główną patronką wielkiej rodziny III Zakonu Św. Franciszka, patronką miłosierdzia chrześcijańskiego, jak ją nazywano ...

Księżna Św. Elżbieta urodziła się w 1207 r. Na Węgrzech. Była córką króla węgierskiego Andrzeja II i Gertrudy von Andechs (siostry św. Jadwigi Śląskiej).

Św. Elżbieta jest więc siostrzenicą głównej patronki Śląska. Żyła w XIII wieku szczytowym okresie średniowiecza, w stuleciu. które wydało najwięcej świętych w historii Kościoła.

W 1221 r. św. Elżbieta została zaręczona z Ludwikiem, synem Księcia Hermana, landgrafa Turyngii i Hesji, na zamku w Wartburgu koło Eisenach, na którym też po zaręczynach zamieszkała. W 14. roku życia wyszła za mąż za Ludwika IV. Była matką trojga dzieci: Hermana, Zofii, Gertrudy. Szczęście rodzinne okazało się jednak dla Elżbiety bardzo krótkie.

Po 6 latach, w roku 1227 jej mąż zmarł w Brindisi we Włoszech, kiedy udawał się na wyprawę krzyżową do Ziemi Świętej. Elżbieta miała zaledwie 20 lat, kiedy została wdową. Z własnej woli odsunęła się od życia dworskiego, opuściła zamek w Wartburgu i osiedliła się z dziećmi w pobliskim Eisenach, gdzie do dzisiaj znajduje się kościół. Potem przeniosła się do Martburga.

Przedziwne to kalendarium. krótkie i bogate. Elżbieta zdobyła świętość, żyjąc na zamku książęcym, a zarazem oddając się bez reszty posłudze chorym i ubogim, których nigdy nie brak wśród ludzi.

Chorzy i ubodzy...

Przez cały okres wdowiego życia św. Elżbieta nigdy nie zaniedbała akcji dobroczynnej, szczególniejszą zaś opieką darzyła kaleki, ludzi trędowatych i szczególnie pokrzywdzonych przez los. Dla tych celów z własnych funduszy zbudowała najpierw szpital w mieście Gotha.

Potem drugi w Wartburgu, w którym przebywała. Pracowała w nim do ostatnich dni swego życia, spełniając w nim wszystkie posługi. W cierpieniach i ranach cierpiących starała się za wzorem swego mistrza św. Franciszka z Asyżu, zawsze odczytywać rany i cierpienia samego Zbawiciela.

Zewnętrznym finałem naśladowania przez nią Chrystusa według franciszkańskiego ideału ludzi żyjących w świecie było przyjęcie habitu III Zakonu Św. Franciszka w Wielki Piątek 24 III 1228 r.

Przywdziała wówczas wraz ze swymi służącymi, Gudą i Izentrudą, biedny i szary strój franciszkańskich tercjarek, przepasując się zwykłym, pospolitym sznurem. W dniu tym złożyła również śluby, że:

1) za nic będzie sobie poczytywać wszystkie ziemskie dobra i zaszczyty,

2) zniesie każde poniżenie i wzgardę,

3) wyrzeka się swoich krewnych i nawet własnych dzieci.

Największą chyba dla niej ofiarę stanowiło to ostatnie przyrzeczenie, gdyż jej najmłodsza córka Gertruda liczyła wówczas zaledwie półtora roku. Wymowę tej ofiary potęguje jeszcze fakt, iż Elżbieta darzyła swe dzieci wprost wyjątkową miłością.

Wpatrzona w Chrystusa ukrzyżowanego, którego kochała ponad wszystko i w którym widziała chorych i biednych, pamiętając o słowach Chrystusa:

Wszystko cokolwiek uczyniliście jednemu z Moich najmniejszych, Mnieście uczynili (Mt 26,40), miłowała ona tych chorych do oddania wszystkiego, co posiadała. Nie żałowała im sił, czasu, rzeczy. Kochała ich z całego swego serca. To właśnie dla nich zbudowała trzy szpitale, gdzie gromadziła słabych chorych, najbiedniejszych i odrażających sadzała do swego stołu.

Zmarła z przepracowania i wyczerpania organizmu w wieku zaledwie 24 lat z 16 na 17 listopada 1231 r. Pochowana została w Marburgu.

Żywy po jej śmierci kult, poświęcony licznymi cudami, był powodem rychłej kanonizacji, której dokonał papież Grzegorz IX, ustanawiając jej święto w listopadzie.

W 1236 r. Przeniesiono jej relikwie z kaplicy zbudowanego również przez nią szpitala pod wezwaniem św. Franciszka do nowo zbudowanego przez nią szpitala. W 1539 r. zabrał relikwie św. Elżbiety na zamek w Marburgu jej potomek Filip Heski, ale w 1548 r. wróciły one ponownie na swe dawne miejsce, czyli do kościoła św. Elżbiety w Marburgu.

W ikonografii przedstawia się św. Elżbietę jako księżniczkę lub tercjarkę franciszkańską, zwykle z atrybutami miłosierdzia (chlebem, rybą lub dzbanem) i żebrakiem u stóp, a czasem z modelem kościoła w ręku albo z różami. W bazylice różanostockiej znajduje się figura św. Elżbiety z naręczem róż w fartuchu. Według legendy św. Elżbieta wynosiła z zamku żywność dla ubogich, kiedy ją sprawdzano, co niesie, pokazało się, że w fartuchu są róże, mimo że była to zima.

elbieta_2

Tyle o św. Elżbiecie.

 


W Gdańsku mamy kościół św. Elżbiety, w którym obecnie swoje miejsce, po II wojnie, znaleźli  ojcowie Pallotyni.

elbieta_3

                            zdjęcie z publikacji "gdańsk w dawnych rycinach" Zofii Jakrzewskiej-Śnieżko z 1980r

A historia jego zabudowań i funkcjonowania na przestrzeni wieków jest bardzo ciekawa. Można ją prześledzić np. tutaj :


http://www.elzbieta.gdansk.pl/niezwykla-historia-kosciola-5090

Przytaczam tu fragment tego tekstu, mówiący o powstaniu średniowiecznego szpitalo-sierocińca :
"Najpierw istniał dom szpitalny, później powstała kaplica. - Pozwalamy wybudować kaplicę i trzymać w niej święte sakramenty i olej do namaszczania chorych, jak również utrzymywać własnego księdza - pisał wielki mistrz Konrad von Jungingen w dokumencie z 1394 r. Krzyżacki przywilej otworzył drogę do rozwoju małego kompleksu szpitalnego. - Z tymże pod słowem szpitalny należy rozumieć średniowieczne połączenie szpitala, przytułku i domu dla pielgrzymów. Ponadto funkcjonował tu również sierociniec. Dopiero po latach przeniesiono go do osobnego budynku - objaśnia Andrzej Januszajtis."

Mogę tu dodać( a wiem to z dzisiejszego wykładu) że jego zarządcą został w 1394 roku Niclas von Hohenstein, który był spowiednikiem  bł. (lub św.)Doroty z Mątowów. Ona również była bardzo ważną dla zakonu krzyżackiego. Ale może o niej innym razem... 

Jan Uphagen

redmysza1

17 listopada 1802 roku zmarł Jan Uphagen syn Piotra Uphagena- kupca, ławnika i rajcy miejskiego. Jan był już czwartym pokoleniem rodziny Uphagenów, którzy mieszkali w Gdańsku. Jako pierwszy pojawił się w naszym mieście Arnold Uphagen. Był koniec wieku XVI. Wraz z rodziną i grupą kalwinów musiał opuścić rodzinną Flandrię uciekając przed prześladowaniami religijnymi. Gdańsk znany był z tolerancji religijnej i wolności sumienia. Rodzina zajęła się handlem i otrzymała obywatelstwo miejskie. W XVIII wieku byli już jedną z najbogatszych i najbardziej poważanych rodzin. W roku 1731 przyszedł na świat syn Piotra Uphagena i Elżbiety Forret- bohater mojej opowieści. Nazwano go Janem.

Peter_Uphagen_by_Matthaeus_Deisch_after_Olaf_Jens_KlmerNiestety nie zachowała się żadna podobizna Jana, a więc portret jego ojca- Piotra :)  ( zdjęcie z Wikipedii)


Jan otrzymał gruntowne wykształcenie, odbył też podróż po Europie nawiązując wiele kontaktów i znajomości. Studia jakie odbył w Getyndze koncentrowały się na prawie i historii- takie były jego zainteresowania. Po powrocie do rodzinnego miasta systematycznie je rozwijał. Zaczął od tworzenia warsztatu pracy naukowej gromadząc potężną bibliotekę.Były to głównie dzieła prawnicze, historyczne i religijne, ale też i takie traktujące o muzyce, księgarstwie i drukarstwie.
(O jego zainteresowaniach, kontaktach z Gdańskim Towarzystwem Przyrodniczym w artykule, który cytuję na końcu mojego opracowania.)
Efektem jego pracy i studiów były dwa dzieła. Jedno mówiące o prawach Polski do Pomorza z 1774 roku i drugie - kronika świata od początków istnienia do końca X wieku. Ukazało się to dzieło w 1782 roku, a jego tworzenie zajęło Janowi dwadzieścia lat.
Jan Uphagen był też bohaterem sensacji, która była tematem plotek całego miasta i okolic. Pokochał swoją bardzo bliską krewną Joannę Florentynę Uphagen. Ona również kochała go całym sercem. O swoje szczęście walczyli trzy lata. W końcu otrzymali dyspensę. Ślub odbył się 19 maja 1763 roku w kalwińskim kościele św. Piotra i Pawła, wesele zaś w Domu Angielskim. Zamieszkali w domu podarowanym przez ojca Jana- w Starym Domu Ławy przy Długim Targu 45. Szczęście młodych było olbrzymie, ale bardzo krótkie. Przerwała je ciężka choroba Florentyny- prawdopodobnie gruźlica. Niestety lekarstwo na nią wynaleziono dopiero wiele lat później. Florentyna zmarła 10 marca 1766 roku.
Trzy lata później Jan poślubił Abigail Borkmann. Druga żona podzielała pasje swojego małżonka w zakresie starań zachowania piękna miasta w którym mieszkali. Był to okres jego powolnego upadku. Uphagenowie  chcąc udokumentować piękno i dostatek mieszczańskich domów, gromadzili stare meble, instrumenty, porcelanę, srebra no i oczywiście książki. W domu obok Dworu Artusa było im coraz ciaśniej.
W końcu przeprowadzili się do nowej siedziby. Miało to miejsce 16 października 1779 roku. Przy ulicy Długiej nr 12 , w kamienicy  z przebudowaną na styl rococo fasadą, było zdecydowanie o wiele więcej miejsca.

drzwiW nadświetlu piękny monogram Abigail i Jana Uphagenów

Okazała sień  z olbrzymim obrazem "Zuzanna w kąpieli" krętymi schodami prowadziła do herbaciarni na antresoli. Na piętrze , w czerwonej sali zajmującej cały front domu, znajdował się paradny salon z eleganckimi meblami obitymi, podobnie jak ściany, adamaszkiem w kolorze amarantu. Freski, stiuki, stare obrazy i portrety wprowadzały uroczysty nastrój. Tu również znajdował się cenny dar od króla Stanisława Augusta - srebrna tabakiera. Za paradnym pokojem stołowym pokój do gier towarzyskich, pokój muzyczny, palarnia, kancelaria-biblioteka. Wyżej sypialnia i pokoje gościnne. Na dole i w budynku na podwórzu - kuchnia, piekarnia, spiżarnia .... Oczywiście również miejsca dla ochmistrzyni, kucharki, służących, stangreta ....


W tym wielkim domu mieszkali ( nie licząc służby) tylko we dwójkę Abigail i Jan. Niestety dzieci nie mieli...
Po rozbiorze Jan złożył godność rajcy, nie chciał służyć Prusakom. Zajął się tym co kochał - książkami , historią i dziełami sztuki.
Zmarł 17 listopada 1802 roku. Spoczywa w kościele, w którym brał ślub z pierwszą miłością swojego życia- Florentyną.
Zgodnie z ostatnią wolą Jana utworzono fundację, która miała pilnować by dom pozostał w niezmiennym stanie.


Więcej o Uphagenach można poczytać tutaj:
https://gdanskodnowa.files.wordpress.com/2014/03/dwor-uphagenow-w-gdansku-ok.pdf


I jeszcze opracowanie o którym wspominałam:

W numerze 10/1996 "Wszechświata" ukazał się bardzo ciekawy artykuł poświęcony Janowi Uphagenowi i Gdańskiemu Towarzystwu Przyrodniczemu. Jest to artykuł autorstwa Pani Małgorzaty Czerniakowskiej. Link do publikacji z której korzystam tutaj : http://gnu.univ.gda.pl/~emcz/uphagentprzyr.htm
Aby gdzieś mi to nie umknęło pozwalam sobie ten artykuł przepisać :)

JAN UPHAGEN (1731-1802) i GDAŃSKIE TOWARZYSTWO PRZYRODNICZE.

Założone w Gdańsku w 1743 roku Towarzystwo Przyrodnicze (Societas Physicae Experimentalis) odegrało wielką rolę w rozwoju nauki w tym mieście.W Towarzystwie działało wielu wybitnych ludzi, którzy przyczynili się do jego świetności i rozsławienia osiągnięć gdańskiej nauki w Europie. Założycielem Towarzystwa był wybitny uczony Daniel Gralath (1708-1767), późniejszy burmistrz, którego dziełem jest wspaniała aleja lipowa łącząca śródmieście Gdańska z dzielnicą Wrzeszcz. Z końcem 1743 roku Towarzystwo liczyło 14 członków, a wśród nich m.in. byli profesorowie Gimnazjum Akademickiego w Gdańsku, lekarze, prawnicy i wyżsi urzędnicy Rady Miejskiej. Od roku 1746 do 1829 siedzibą Towarzystwa była Zielona Brama przy Długim Targu.
Problematyka badań i doświadczeń, prowadzonych przez członków Towarzystwa, była bardzo szeroka( astronomia, fizyka,biologia, chemia, meteorologia). W zakresie biologii znaczne osiągnięcia miał Jakub Teodor Klein ( 1685-1759), właściciel bogatego ogrodu botanicznego i licznych zbiorów przyrodniczych. Daniel Gralath wykonał doświadczenia z prądem elektrycznym oraz opracował historię elektryczności. Gotfryd Reyger(1704-1788) wygłaszał odczyty o systemie Linneusza i opracował znakomite dzieło o roślinach dziko żyjących w okolicach Gdańska ( Tentamen florae  Gedanensis, 1764)
Interesujące doświadczenia zaczęły przyciągać przebywających w Gdańsku uczonych i wybitne osobowości. W zebraniach Towarzystwa uczestniczyli m.in. wielki hetman litewski Michał Kazimierz Radziwiłł(1702-1762), wojewodzina bracławska Anna Jabłonowska (1728-1800), właścicielka słynnego na całą Europę zbioru historii naturalnej. Siedzibę Towarzystwa Przyrodniczego zwiedzili m.in. książę Adam Czartoryski (1734-1823), szwajcarski uczony Jan Bernoulli(1744-1807). Towarzystwo posiadało wiele kolekcji zbiorów przyrodniczych i eksponatów etnograficznych. Za najcenniejszą uchodziła kolekcja bursztynów, druga co do wielkości na świecie.
Biblioteka Towarzystwa , mieszcząca się na pierwszym piętrze, gromadziła drogie i najbardziej aktualne wydawnictwa. Potwierdza to szwajcarski matematyk i astronom Jan Bernoulli , który zanotował w swoim pamiętniku "Reisen durch Brandenburg, Pommeren, Preussen, Curland, Russland und Polen in den Jahren 1777 und 1778" że księgozbiór Towarzystwa jest niezbyt wielki liczebnie, ale za to bardzo wyszukany.
W sali posiedzeń wisiały portrety wielu wybitnych uczonych m.in. Israela Conradta (1634-1715), Jakuba Breyna (1637-1697), Nataniela Mateusza Wolfa (1724-1784), Tychona Brahego i Mikołaja Kopernika. 6maja 1798r. umieszczono tam rówież brązowe popiersia gdańskiego astronoma Jana Heweliusza (1611-1687), dar króla Stanisława Augusta Poniatowskiego dla miasta, dla uczczenia stulecia śmierci astronoma. Przekazania tego daru dokonał w r.1790 w Ratuszu Staromiejskim , komisarz królewski, członek Towarzystwa od  r.1786, Fryderyk Ernest Hennig.
Członkami Towarzystwa Przyrodniczego byli m.in. August Moszyński (1731-1786), stolnik koronny, organizator królewskiego gabinetu fizycznego i astronomicznego; Joachim Chreptowicz (1729-1812) , kanclerz wielki litewski, współtwórca Komisji Edukacji Narodowej; Jean Baptiste Dubois (1753-1808), profesor Korpusu Kadetów, założyciel Towarzystwa Fizycznego w Warszawie; Jan Daniel Tietz (Titus) (1729-1797), astronom, przyrodnik, profesor uniwersytetu w Wittenberdze.
Od r. 1776 członkiem Towarzystwa Przyrodniczego w Gdańsku był Jan Uphagen (1731-1802), bibliofil, historyk, ławnik gdański.  Jan Uphagen należał do czwartego pokolenia rodziny Uphagenów, przybyłych do Gdańska w końcu XVI w. z Niderlandów. W XVIII w. rodzina Uphagenów należała do najbardziej znanych i wpływowych rodzin patrycjuszowskich Gdańska. Ojciec Jana- Piotr Uphagen- kupiec, ławnik i rajca miejski, utrzymywał rozległe stosunki handlowe z Niderlandami, Anglią, Francją, Niemcami. Po dwuletniej praktyce w przedsiębiorstwie ojca za namową znanego historyka Gotfryda Lengnicha(1689-1774) jan miał zostać wysłany na studia do Getyngi. Wyjazd na tamtejszy uniwersytet poprzedził kurs obejmujący grekę, łacinę, i filozofię zakończoną egzaminem w r. 1751. Po studiach trwających trzy lata (prawo, historia, filozofia) odbył Uphagen podróż naukową po Europie. Trasa podróży wiodła przez Niemcy, Holandię, Francję, ponownie Niemcy do Gdańska.Przedmiotem szczególnego zainteresowania gdańszczanina , poza zabytkami, były biblioteki i księgarnie. W Charlottenbourgu zwiedził Gabinet Przyrodniczy. W Paryżu nawiązał kontakt ze znanym fizykiem R.A. Reumurem(1683-1757) oraz odwiedził jego gabinet przyrodniczy.Uczestniczył również w otwartym posiedzeniu Akademii Francuskiej poświęconym  pamięci filozofa niemieckiego Christiana Wolfa.
Po powrocie do Gdańska przystąpił Uphagen do organizowania przyszłego warsztatu pracy naukowej- biblioteki. Wynikiem zabiegów kolekcjonerskich było zgromadzenie wspaniałej biblioteki liczącej przeszło 10 tys. dzieł w ponad 15 tys. woluminach, 280 rękopisów oraz 165 map i sztychów. Pierwszą znaną próbą naukową Jana Uphagena był udział w r. 1765 w konkursie księcia Józefa Aleksandra Jabłonowskiego, ogłoszonym przez Gdańskie Towarzystwo Przyrodnicze. Z uczonymi gdańskimi łączyły Jabłonowskiego zażyłe stosunki literacko-naukowe. Wydał on m. in. swoim kosztem dzieło gdańskiego profesora, członka Towarzystwa Przyrodniczego, MIchała Hanowa (1695-1773) pt. "Philosophia naturalis". Od 1761 r. pełnomocnikiem do spraw finansowych fundacji Jabłonowskiego był Daniel Gralath. W roku 1765 Jabłonowski powierzył gdańskiej organizacji naukowej zarząd własnej fundacji wraz z zaszczytem przyznawania nagród za prace konkursowe. W październiku Towarzystwo ustaliło wraz z księciem przeznaczone do konkursu tematy. Temat pierwszy z historii Polski miał omówić przyjście Lecha do Polski około 550r. jeśli może być dowiedzione lepiej niż dotąd. Drugie zagadnienie dotyczyło geometrii, a trzecie ekonomii. Prace konkursowe należało wysłać do 1 lutego 1766r. pod adresem sekretarza Towarzystwa, którym był wówczas Jan Piotr Scheffler (1739-1810). Uphagen zgłosił pracę z dziedziny historii Polski, lecz nie została ona nagrodzona. Uroczyste rozdanie nagród z dziedziny historii zorganizowano 19 sierpnia 1766r. kiedy postanowiono przyznać nagrodę za pracą historyczną o Lechu. Autorem jej był August Ludwik Schlozer, profesor Uniwersytetu w Petersburgu, który dowodził, że Lech , zmyślony przodek Polaków, nie wcześniej niż w XIV wieku na świecie się zjawił. Zapewne również Uphagen podawał w wątpliwość istnienie Lecha , od którego fundator konkursu wywodził swój ród Jabłonowskich, na co wskazuje fakt, że w wydanym w r. 1782 w Gdańsku dziele Uphagena "Parerga Historica" autor odzrzuca bajkę o Lechu. Uczony osobiście rozsyłał egzemplarze swojej pracy do przyjaciół i do Akademii Naukowych w Europie. W odpowiedzi otrzymał wiele zaszczytów, został m.in. członkiem korespondentem Królewskiego Towarzystwa Naukowego w Getyndze, z którym współpracował dostarczając informacje do "Beitrage zur Geschichte der Erfindungrn".
Dotychczas fakt członkostwa Uphagena w Tow. Przyr. jest nieznany w literaturze. Pierwszą wiadomość o przynależności Jana Uphagena do Towarzystwa Przyrodniczego w Gdańsku od 1776r. podaje rocznik "Das jetzt lebende Danzig" z r. 1777. Rocznik ten wymieniał członków Towarzystwa w rubryce "Naturforschende gesellscgaft". Gdański bibliofil figuruje także w spisie członków Towarzystwa Przyrodniczego od r. 1756 w wydawnictwie Towarzystwa pt. " Neue Sammlung Versuchen und Abhandlungen" wydanym w r.1778.
O trwałym miejscu Jana Uphagena w historii kultury gdańskiej zadecydowała jego biblioteka zasobna w liczne polonika, jeden z najwartościowszych warsztatów badawczych Gdańska epoki Oświecenia. W r.1879 biblioteka Uphagena włączona została do Biblioteki Rady Miejskiej ( obecnie Biblioteka Gdańska Polskiej Akademii Nauk) jako odrębna jednostka proweniencyjna.
Gdański bibliofil posiadał wszystkie wydawnictwa Towarzystwa Przyrodniczego wydane do r. 1802. Pierwszy tom publikacji członków Towarzystwa pt. " Versuche und Abhandlungen der Naturforschenden Gesellschaft in Danzig" wydany został w r. 1747. Dwa następne ukazały się w r. 1754 i 1757. Po ponad dwudziestu latach przerwy wyszedł w r. 1778 tom trzeci pt. "Neue Sammlung von Versuchen und  Abhandlungen der Naturforschenden Gesellschaft in Danzig". Na karcie tytułowej tomu pierwszego umieszczono po raz pierwszy godło Towarzystwa przedstawiające ogród , a w nim w drewnianych naczyniach szereg owocujących drzewek pomarańczowych. Owocujące drzewka symbolizować miały istniejące już towarzystwa naukowe- młode natomiast drzewko- Gdańskie Towarzystwo Przyrodnicze. W bibliotece Uphagena znajduje się także ogłoszony drukiem przez zarząd Towarzystwa tom nagrodzonych rozpraw w konkursie księcia Jabłonowskiego , w którym uczestniczył gdański uczony pt. "Solutiones problematuum a celsissimo proncipe Jablonowo ex historia Polona, geometria et oeconomia propositorum". Oprócz wydawnictw Towarzystwa Przyrodniczego posiadał Uphagen liczne dzieła z zakresu nauk matematyczno-przyrodniczych, m.in. prace członków gdańskiego Towarzystwa oraz książki z ich księgozbiorów ( G. Reygera, J.B. Dubois, H.Kuhna, H. Rosenberga, J.T. Kleina)
Od r. 1790 Jan Uphagen był właścicielem letniej rezydencji we Wrzeszczu połączonej z parkiem ( obecnie początek ul. Grunwaldzkiej) zwanej "Mon Plaisir". Piękny ogród we Wrzeszczu posiadał także jego ojciec piotr Uphagen. Po śmierci ojca w 1775r. przystąpił Uphagen do wznoszenia nowej, okazałej siedziby przy ul. Długiej 12 , do której wprowadził się 19 października 1779r. Trzypiętrowe skrzydło łączyło budynek główny z oficyną od ulicy Ogarnej. Na drugim piętrze skrzydła bocznego znajdowały się trzy wąskie pokoje. Pierwszy z nich od bardzo realistycznych malowideł na drzwiach i panelach zwany był "pokojem owadów". W następnym "pokoju kwiatów" tematyka malowideł, ozdoby, a nawet tapety i wiszące na ścianach obrazy związane były z nazwą tego pomieszczenia. Pokój ten służył jako czytelnia. Motywem dekoracji trzeciego pokoju "pokoju muzycznego" były ptaki. Nie bez słuszności doszukiwał się tutaj M. Osiński skutków działalności słynnego Gdańskiego Towarzystwa Przyrodniczego podziwiając wiedzę bezpośrednich twórców malowideł boazerii, którzy potrafili na nich wiernie odtworzyć rzeczywiście istniejące kwiaty, owady czy wręcz egzotyczne ptaki ( M. Osiński "Dom Uphagena w Gdańsku" w : Studia i Materiały do Teorii i Historii Architektury i Urbanistyki t. IX, Warszawa 1971)
W r.1953 odbudowany Dom Uphagena przekazany został Wojewódzkiej i Miejskiej Bibliotece Publicznej . Już od pewnego czasu trwają przygotowania do otwarcia w odbudowanym i odrestaurowanym Domu Uphagena muzeum gdańskiego domu mieszczańskiego
20 III 1996
MGR Małgorzata Czerniakowska st. kustosz w Bibliotece Gdańskiej PAN w Gdańsku

Gość z Londynu na Korzennej 53-55

redmysza1

Jego nazwiskiem nazwano kratery na Księżycu i Marsie, ale też i kometę, której wprawdzie nie odkrył, ale jako pierwszy snuł teorie, że ta zaobserwowana w 1682 roku, jest tą samą, którą już widywano w latach 1456, 1531 i 1607 ( za naszego życia niektórzy mogli ją widzieć w lutym1986 . Następna taka okazja w lipcu 2061)
Któż to taki ? I dlaczego piszę o nim na blogu poświęconym sprawom Trójmiasta?
Jak pisze Bill Bryson w swojej książce ("Krótka historia prawie wszystkiego") nasz bohater " (...) w ciągu swej (...) kariery był kapitanem statku, kartografem, profesorem geometrii na University of Oxford, (...), astronomem nadworskim, wynalazcą pełnomorskiego dzwonu nurkowego. Pisał autorytatywne teksty na temat magnetyzmu, prądów morskich i ruchów planet, a także o skutkach używania opium. Opracował koncepcję mapy pogody, (...) zaproponował sposób pomiaru Ziemi oraz jej odległość od słońca (...)."
Chodzi oczywiście o angielskiego astronoma i matematyka Edmunda Halley'a. Dzisiaj 8 listopada 2016 roku mija 360 rocznica jego urodzin.

halley_edmund

                                                                     zdjęcie z Wikipedii
Urodził się 08.11.1656 roku w Haggerstone koło Londynu w rodzinie bogatego producenta mydła. Jako siedemnastolatek wstąpił do Oxford Queen's College. Dyplom uczelni otrzymał na specjalny wniosek króla Karola II. Nie miał czasu, by go zdobywać w utarty sposób. Zajęty był, na Wyspie Świetej Heleny, obserwacjami nieba nad południową półkulą, na którym zarejestrował aż 372 gwiazdy.
W 1684 roku odwiedził Izaaka Newtona, z którym dyskutował kwestie grawitacji i zasady praw Keplera odnośnie ruchów planet. Dzięki temu Newton pozbywszy się swoich wątpliwości, napisał pracę "Philosophiae Naturalis Principia Mathematica", której druk sfinansował Halley w 1687 roku.Dzieło przedstawia prawo powszechnego ciążenia, a także prawa ruchu leżące u podstaw mechaniki klasycznej. Newton wyprowadził prawa Keplera dla ruchu planet.
Halley jako pierwszy zastosował rtęć jako wskaźnik w termometrze w 1693 (  "nasz" Fahrenheit  w 1713).
Ale nie tylko astronomia i fizyka zajmowały naszego bohatera. Co ciekawe, w 1693 roku opracował sposób wyliczania składek funduszy ubezpieczeniowych, stosowany w niektórych towarzystwach aż do końca XVIII wieku.  A zrobił to w oparciu o zestawienia urodzin i zgonów we wzorcowym mieście, za jaki uznał Wrocław, korzystając z zapisów tamtejszego pastora Caspara Neumanna.
( tu nieco prywaty- jako wrocławianka z urodzenia, zawsze uważam Wrocław za wzorzec ;) )  wróćmy do Halley'a
 W 1720 zasłużenie objął stanowisko Astronoma Królewskiego.
Oczywiście był także członkiem elitarnego Towarzystwa Królewskiego ( Royal Society)

Wróćmy teraz na nasze gdańskie podwórko. Gdańsk również mógł się poszczycić tym, że jego obywatel należał do tego elitarnego koła naukowców. Mowa oczywiście o rajcy, browarniku i przede wszystkim znakomitym astronomie Janie Heweliuszu.
Oprócz olbrzymich zdolności, wiedzy i inteligencji, mógł się on pochwalić iście sokolim wzrokiem. Bez pomocy jakiegokolwiek przyrządu potrafił dostrzec gwiazdy piątej i szóstej wielkości. Jego obserwacje owocowały dziełami takimi jak choćby Selenografia ( dzieło o topografii Księżyca), Cometographia i inne. No i także Machinae Coelestis (2 części) o której chcę wspomnieć.
Właśnie ona stała się przyczyną wizyty Edmunda Halley'a u Jana Heweliusza.
Po jej wydaniu doszło do sporu Heweliusza z Robertem Hookiem angielskim astronomem, również członkiem RS. Przyczyna ? Była dość błaha. Otóż Heweliusz wysyłając wybitnym osobistościom egzemplarze swojej nowo wydanej książki, świadomie, czy przez przypadek pominął Hooke'a. Ten poczuł się bardzo urażony . Skutkiem czego, napisał bardzo krytyczną recenzję dzieła, zarzucając Heweliuszowi niedokładność i błędy pomiarów, prowadzonych gołym okiem , bez lunet. Poparł go John Flamsteed.  Korespondencyjny spór trwał bardzo długo. Oburzony Heweliusz żądał arbitrażu.
26 maja 1679 roku przybył do Gdańska jako arbiter Towarzystwa Królewskiego młody 23-letni , ale już słynny, Robert Halley. Przywiózł ze sobą kwadrant i nowoczesne lunety celownicze.
Obaj astronomowie, po swojemu zaczęli badać niebo. Jeden uzbrojonym, drugi gołym okiem........Pomiary wyszły identyczne.

Po miesiącu Halley w liście do Flamsteeda napisał: "Zaskoczyła mnie jego precyzja; gdybym nie widział tego na własne oczy, nie dałbym wiary żadnej opowieści". Obwieszczając tym samym zwycięstwo 68-letniego wówczas Heweliusza.
Halley stał się przyjacielem domu gdańskiego astronoma. Heweliusz był już wtedy żonaty po raz drugi, z młodszą od siebie o 36 lat Elżbietą z domu Koppman. Uważana jest ona za pierwszą kobietę- astronoma. Razem z mężem prowadziła obserwacje nieba, robiła notatki, obliczenia.

Hevelius_and_wife

                                                                            zdjęcie z Wikipedii
Całe życie Elżbietę rozpierała energia. Była kochającą żoną, troskliwą matką, gospodynią domową. Doglądała pracy browaru. Pomagała mężowi w pracy naukowej.
 Pomoc i radość życia żony stała się nieoceniona dla astronoma zwłaszcza po pożarze, który strawił ich cały dobytek( było to niedługo po wyjeździe Halley'a, a sprawcą był ponoć jeden ze służących)
Miała poważanie wśród elity światowych naukowców i kobiecy wdzięk. Podobno roku 1687 właśnie Edmund Halley kupował dla niej w Londynie jedwabną suknię szytą według najnowszej mody!
Ale jak twierdzi prof. A. Januszajtis, nie była to suknia, ale raczej kosztowna tkanina na nią.
 Kiedy Halley wyjeżdżał z Gdańska, po tych "arbitrażowych" badaniach, Elżbieta poprosiła go, by przysłał jej jedwab na wymarzoną kreację. Po jakimś czasie spełnił jej prośbę, ale w liście do przyjaciela zwierzał się, że nie wie, czy wypada mu ów materiał do Gdańska słać. Zaczęły bowiem chodzić pogłoski o śmierci Heweliusza. Halley zastanawiał się, skoro jej mąż umarł, to przecież w tak efektownej kreacji chodzić teraz nie będzie...
O Heweliuszu , jego pracy i żonach można by długo opowiadać, ale to może innym razem.
Zakończę tę opowieść informacją, że Edmund Halley zmarł 14 stycznia 1742 roku w Greenwich koło Londynu . Żył  85 lat i 2 miesiące.

 

korzystałam z Wikipedii i z opracowania  http://gdansk.naszemiasto.pl/archiwum/heweliusz-gwiazdy-i-milosc,1616676,art,t,id,tm.html  

© Trójmiejskie opowieści przeróżnej treści
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci